Byłem dziś w kinie na Avengers i bawiłem się doskonale. To tym bardziej zaskoczenie, że przed pierwszymi, entuzjastycznymi recenzjami byłem nastawiony raczej sceptycznie. Raz, że kiepawe plakaty. Dwa, że jak czegoś jest dużo (w tym wypadku – superbohaterów), to często jest za dużo i się sypie.
Tak było na przykład ze Spider-Manem 3, gdzie liczba wrogów, wątków i przeszkadzaczy była tak duża, że wyszła z tego niestrawna papka. W wypadku Avengersów jest wprost przeciwnie – zbudowano bardzo fajną historię, która trzyma się kupy, odpowiednio dozuje napięcie i zwyczajnie fajnie się ją ogląda.
Cieszy nieco autoironiczne podejście twórców do filmu. Zbytnia powaga mogłaby być śmieszna, tymczasem tutaj nie ma zbędnego patosu a efektowne wybuchy są przerywane fenomenalnymi dialogami pomiędzy powoli docierającymi się bohaterami (i nie tylko).
Idźcie koniecznie. Aha, po napisach są dwie sceny – jedna w połowie, druga na samiuteńkim końcu. Nie dajcie się wyprosić z kina.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


