Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
Miniblog

Avengers

Byłem dziś w kinie na Avengers i bawiłem się doskonale. To tym bardziej zaskoczenie, że przed pierwszymi, entuzjastycznymi recenzjami byłem nastawiony raczej sceptycznie. Raz, że kiepawe plakaty. Dwa, że jak czegoś jest dużo (w tym wypadku – superbohaterów), to często jest za dużo i się sypie.

Tak było na przykład ze Spider-Manem 3, gdzie liczba wrogów, wątków i przeszkadzaczy była tak duża, że wyszła z tego niestrawna papka. W wypadku Avengersów jest wprost przeciwnie – zbudowano bardzo fajną historię, która trzyma się kupy, odpowiednio dozuje napięcie i zwyczajnie fajnie się ją ogląda.

Cieszy nieco autoironiczne podejście twórców do filmu. Zbytnia powaga mogłaby być śmieszna, tymczasem tutaj nie ma zbędnego patosu a efektowne wybuchy są przerywane fenomenalnymi dialogami pomiędzy powoli docierającymi się bohaterami (i nie tylko).

Idźcie koniecznie. Aha, po napisach są dwie sceny – jedna w połowie, druga na samiuteńkim końcu. Nie dajcie się wyprosić z kina.

Aktualizacja sterowników

Różnica pomiędzy PC i Mac na przykładzie aktualizacji sterowników potrzebnych do grania w Diablo III. Wrzuciłem to samo na Facebooka wcześniej – zabawne, że główna reakcja nie-makowców to “ale porównaj liczbę gier na Mac i na PC!”, “ale NVidia szybciej wydaje sterowniki na PC!”, albo jakiś inny “argument” totalnie niezwiązany z tym w czym jest problem – czyli z usability.

Groupon kontra marketing na blogach – niespodziewany ciąg dalszy

Pamiętacie jeszcze małą aferę z Grouponem wysyłającym oferty reklamowe do blogerów? To było w zeszłym roku, więc przypomnę: Eliza, prowadząca blog Fashionelka.pl, dostała od Grupona świetną propozycję reklamy w zamian za… kupon na 50 zł.

Groupon potraktował to pozornie poważnie i zaczął wyjaśniać. Z tym wyjaśnianiem dziwnie było, bo najpierw stwierdzili, że pani która wysyłała w ogóle u nich nie pracuje i ktoś ich chce wrobić. To już śmierdziało, bo wysyłała maile z domeny @groupon.pl, ale ostatecznie i tak się przyznali – przeprosili i stwierdzili, że to była stażystka a działania nie były z nikim konsultowane.

Szczegóły przeczytacie w tym wpisie. Jeśli nie znacie – przeczytajcie i wróćcie tutaj ;) Zacytuję tylko stanowisko firmy:

Groupon Polska przeprasza wszystkie osoby i organizacje, które w ostatnich dniach otrzymały propozycje współpracy od osoby występującej w naszym imieniu. Osoba ta odbywa staż zawodowy w jednym z biur Grouponu i zarówno jej inicjatywa, jak i zaproponowane przez nią (według nas nie do przyjęcia) warunki współpracy nie były autoryzowane lub konsultowane z osobami odpowdzialnymi za komunikację i marketing w firmie Groupon.

Jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji i zapewniamy, iż tego typu działania nie są praktykowane ani pochwalane przez Groupon.

Tymczasem minęło kilka miesięcy i… dostałem maila. Od TEJ SAMEJ pani “stażystki” z Groupona, tylko z nieco inną ofertą:

Pana blog wydał nam się bardzo interesujący, dlatego też chcielibyśmy zaproponować wspólne przygotowanie konkursu dla użytkowników. Konkurs odbyłby się na wybranych przez Pana zasadach i dotyczyłby oczywiście tematyki bloga. My ufundowalibyśmy nagrodę w postaci vouchera o wartości 300zł na dowolne oferty naszego serwisu. Jestem przekonana, że taki konkurs może być atrakcyjny dla czytelników, a także może być świetnym sposobem promocji bloga.

O, super, postęp jest – zamiast kuponu 50 zł dla mnie jest kupon 300 zł dla czytelników. Z takim przyspieszeniem za 10 lat wymyślą coś sensownego.

Serio, jak głupim trzeba być, żeby zrobić dwa razy tę samą wtopę, z tego samego adresu (co przekreśla ich wcześniejsze tłumaczenia o “stażystce”) i do tego wysyłając żenującą ofertę do gościa, który parę miesięcy wcześniej krytykował ich za takie praktyki?

Samsung Galaxy SIII – zaprojektowany przez prawników

Ron Amadeo z ciekawą teorią, że Galaxy SIII jest zaprojektowany tak, żeby tym razem nie narażać się na pozwy ze strony Apple:

Galaxy S III jest… No cóż… Brzydki. Naprawdę nie ma innego sposobu, żeby to opisać. Ale dlaczego? Dlaczego jest brzydki? nie mam na myśli estetyki pytając, dlaczego, mam na myśli “jak coś takiego mogło w ogóle wyjść z pracowni projektowej Samsunga?”. Powiem wam jak: nigdy nie było w pracowni projektowej. Telefon narodził się w pokoju, na którego drzwiach widnieje napis “Dział prawny Samsung”.

Brzmi logicznie, ale to nadal domysły i trochę teoria spiskowa – samo założenie bycia mniej podobnym do iPhone nie powinno czynić telefonu brzydkim. A Galaxy SIII w porównaniu chociażby do ostatnich HTC za ładny nie jest.

Think Different

IT Tech:

Nie chodzi o to, który system jest lepszy, czy coś, ale faktycznie – stare hasło Apple’a może brzmieć dla niektórych dość dziwnie… ;)

Z tego co wiem “Think different” nigdy nie oznaczało “nasze produkty są tak brzydkie, że każdy robi nakładki, żeby je poprawić”.

Gdyby Instagram wyprodukował aparat fotograficzny…

…to byłby to świetny sprzęt dla hipsterów. Zacznę na niego zbierać zaraz po tym, jak przyjdzie mój Game Boy.

Dlaczego kocham Adobe

Po odtworzeniu systemu z Time Machine wysypał się Photoshop. Twierdzi, że do uruchomienia potrzebuje Adobe Application Manager i mogę go pobrać ze strony.

Pobieram. Niestety, nie mogę zainstalować Adobe Application Manager z powodu błędu. Żeby dowiedzieć się, na czym polega błąd muszę zainstalować program Adobe Support Advisor – mogę go pobrać ze strony.

Pobieram. Niestety, nie mogę zainstalować Adobe Support Advisor, żeby dowiedzieć się, dlaczego nie mogę zainstalować Adobe Application Manager, żeby uruchomić Adobe Photoshop, bo nie mam środowiska Adobe Air, ale mogę je sobie pobrać ze strony.

Próbuję pobrać Adobe Air, żeby zainstalować Adobe Support Advisor, żeby dowiedzieć się dlaczego nie mogę zainstalować Adobe Application Manager, żeby móc uruchomić Adobe Photoshop, ale dowiaduję się, że mój system operacyjny jest na to (Adobe Air) zbyt przestarzały.

P.S. Gdybyście byli ciekawi – w końcu udało mi się problem rozwiązać. Wystarczyło odinstalować wszystkie pozostałości Adobe Photoshop przy pomocy Adobe Creative Suite Cleaner (dostępnego oczywiście do pobrania ze strony Adobe), następnie zainstalować Adobe Application Manager i wtedy już ponowna instalacja Adobe Photoshop poszła jak z płatka.

Flipboard na Androidzie

Na razie jedynie w ekskluzywnej wersji na Galaxy SIII, ale to kolejny po Instagramie znany gracz z iOS, który w końcu rozszerza ofertę na Androida. Wciąż czekam na przeglądarkowy Flipboard.

Samsung Galaxy SIII

Bardzo, bardzo fajny sprzęt – zresztą podobnie jak S2. Tym bardziej jestem zażenowany tym, jak wyglądała jego prezentacja. Miałem wrażenie, że prowadzący przygotowywali się dzień wcześniej, tekst prezentacji był mówiony z pamięci i pełen wannabe-chwytliwych zwrotów. Do tego mgliste dorabianie ideologii o tym, że to telefon “inspirowany naturą”. Nie, nie łapię.

Ale dobry marketing przed eventem, chyba po raz pierwszy mi się zdarza, że pół tablicy Facebooka zajmują informację o pojawieniu się nowego telefonu, którym nie jest iPhone.

Game Boy

Paweł Orzech:

Czy warto? Jeśli ktoś kocha (tak samo jak ja) gry na GameBoya to jasne, że warto. Szczególnie warto dlatego, że Pokemony RED można odpalić już na darmowym GameBoy Color A.D., natomiast dla osób bardziej wymagających i potrzebujących emulatora GBA – VGBA czeka w Google Play.

A ja poszedłem po linii najmniejszego oporu i… kupiłem Game Boya. Teraz cieszę się jak dziecko i czekam na przesyłkę.

Reklama telewizyjna Diablo III

Cały czas liczę na to, że Apple zdąży z wypuszczeniem nowych MacBooków przed premierą Diablo III, bo grać na obniżonych detalach w tę grę to aż głupio.

Gifture

Fajny pomysł. Klon Instagrama, tylko zamiast wrzucać zdjęcia, można w nim robić animacje poklatkowe z kilku zdjęć. Póki co najsłabszym elementem są dość średnie filtry, ale jest za darmo, wiec warto się pobawić.

Google Drive

Kolejny po Buzz, Google+, Photovine itd. przykład projektu, w którym Google bierze jakiś popularny produkt a potem go kopiuje w zubożałej wersji. W porównaniu do Dropboksa wirtualny dysk od Google ma zarówno gorszą wersję webową jak i desktopową.

Zaletą Google jest to, że są dużą firmą i mają szansę zrobić ogromny buzz wokół tego produktu, na który Dropbox nie może liczyć. Ale to już było i wiemy, jak się dalej potoczyły losy Buzza czy G+.

Swoją drogą, czy tylko mnie się ciągle wydaje, że Google wypuściło nawigację samochodową?

Dziewczyny grające w gry

Jak to jest z dziewczynami grającymi w gry? Leda opowiada o tym w swój zwyczajowy, uroczy sposób.

Dupki miesiąca

Michał Sadowski z Brand24 (systemu do monitorowania marek w internecie):

Mawiają, że nie powinno się źle mówić o konkurencji. Mawiają, że lepiej skupić się na sobie i własnym produkcie. Starałem się, ale tego co robią Panowie z świeżo uruchomionego Sentione dłużej nie zniosę. Pomijam już ich prasówki gdzie tytułują się pierwszym w kraju narzędziem monitoringu internetu (kiedy pierwszym to nawet my nie byliśmy, a najpewniej był nim Newspoint). Pomijam już też chamskie zagrywki w stylu kopiowania naszego działu FAQ na zasadzie ctrl+c, ctrl+v! Ale to co zobaczyłem dziś rano sprawiło, że mam dość.

Nie dziwię się, bo się w pale nie mieści. Odsyłam do źródła, takie rzeczy należy piętnować.

Utrudnianie życia Wojtkowi

Wojtek Pietrusiewicz:

“Czytasz jedynie fragment wpisu. Dalsza część jest dostępna jedynie na stronie www bloga.” Jak coś takiego widzę to od razu mam ochotę wywalić z RSSów. Na szczęście jest Readability w Reederze … Tylko po co utrudniać własnym czytelnikom życie?”

“Metro” jest za darmo. “Rzeczpospolita” kosztuje parę złotych. Czy na podstawie tego ktoś twierdzi, że Rzepa “utrudnia życie swoim czytelnikom” bo ogranicza im dostęp do treści? Po prostu różne są cele i modele biznesowe.

Blogersi

Już prawie zapomniałem o tym filmie, a tu nagle – bum – można go sobie obejrzeć na stronie internetowej. Obejrzałem, podobało mi się, chociaż strasznie krótkie. No i denerwowała mnie muzyczka w tle, jakieś takie zapętlone techno-plumkanie, ale może się nie znam.

Moja jedyna obawa polega na tym, że przeciętna osoba związana z blogosferą (nie tylko bloger, ale i czytelnik) nie dowie się z tego dokumentu niczego nowego – a osób niezwiązanych niekoniecznie on zaciekawi. Fajnie by było, gdyby na Blogersów trafiło szersze grono odbiorców, może zainteresowanie blogami i świadomość ich istnienia by wzrosły.

Aha – znowu ze strony “starych mediów” padł argument, że blogerów nikt nie kontroluje, a nie padł kontrargument, że kontrolują pozostali blogerzy i czytelnicy. Jacek Żakowski ciągle o tym nie wie i ciągle powtarza, że bloger może napisać dowolną głupotę i nikt nie zwróci uwagi.

Klasyczne media ciągle są przekonane, że najlepszy układ to ten, w którym społeczeństwo to robaczki, które sobie żyją gdzieś na ziemi, a oni – dziennikarze – są ponad nimi, niosąc kaganek informacji i opiniotwórczości. Tymczasem świat się zmienił i nagle oburza ich, że nie tylko każdy może skomentować i zrównać z ziemią denne materiały z prasy czy telewizji, ale jeszcze “zwykli ludzie” odbierają im monopol na generowanie informacji. Ojej.

Serio, ciągle się zastanawiam, czy twierdzenie, że w prasie wszystko jest na super poziomie, merytoryczne i odpowiedzialne, to naiwność granicząca z głupotą, czy po prostu zwykła ściema.

Aura, czyli nowy interfejs Chrome OS

Pamiętacie jeszcze Chrome OS?

Google pracuje nad nowym interfejsem nazwanym Aura, który ma wprowadzić do Chrome OS elementy znane z desktopowych systemów. Chrome OS zyska pulpit, pasek narzędzi, ikony aplikacji wyświetlane na ekranie, wsparcie dla tapet i nachodzących na siebie okien.

Wygląda jak połączenie nieco uproszczonego Windows 7 z kilkoma elementami OSX Lion.

Nowa strona główna o2.pl

Michał Brański:

Świat zwariował i atakuje odbiorcę mnóstwem bodźców, a nowa strona główna o2.pl ma się w to wpisywać

Zaraz pojawią się komentarze rozmaitych specjalistów z branży, projektantów w agencyjkach interaktywnych itd., a tymczasem o2.pl realizuje konsekwentnie pewną strategię i dociera do określonej grupy odbiorców – niezależnie od tego, czy się to komuś podoba czy nie :)

moBILET prosi o aktualizację

Dostałem maila od moBILET:

W związku ze zmianą z dniem 16.04.2012r. taryfy biletowej dla komunikacji przez ZIKiT w Krakowie, przypominamy o konieczności zaktualizowania aplikacji moBILET w swoim telefonie po tym terminie. (…) Aplikacja nie łączy się z Internetem podczas uruchamiania, aby nie generować kosztów dla użytkownika, dlatego taryfy nie zaktualizują się automatycznie.

Czyli nie przewidzieli możliwej zmiany cen i teraz proszą użytkowników, żeby sami sobie je zaktualizowali na wyższe :) Piękne.

ArtBuzz w Krakowie

Już w środę w Krakowie ArtBuzz, a na nim m.in. moja prezentacja:

Jak portal internetowy może się odnaleźć w epoce mediów społecznościowych i czy można połączyć zwykłych, prostych użytkowników z nowoczesnymi technologiami przeglądania treści? W którym kierunku pójdzie technologia, żeby ułatwiać i usprawniać konsumowanie treści w internecie?

Opowiem o tym, dlaczego stworzyliśmy Ding.pl i czego się nauczyliśmy przy tej okazji.

Facebook kupuje Instagram

Mark Zuckerberg:

To ważny moment dla Facebooka, ponieważ po raz pierwszy przejęliśmy produkt i firmę z tak dużą liczbą użytkowników. Nie mamy w planach wielu kolejnych posunięć tego typu, może nawet w ogóle nie nastąpią. Ale dostarczanie najlepszego sposobu na dzielenie się zdjęciami to powód, dla którego tak wiele ludzi kocha Facebooka i wiemy, że warto będzie połączyć obie firmy.

Mark podobno zapłacił za Instagram miliard dolarów. Nikt mu nie powiedział, że można go dostać za darmo w App Store.

Izraelczycy do Irańczyków: Kochamy was. Irańczycy: My was też

Człowiek podpisujący się jako Ronny, na Facebooku:

Jeśli ma być wojna między nami, powinniśmy się siebie wzajemnie bać, musimy się nienawidzić. Ja się was nie boję. Nie nienawidzę was. Nawet was nie znam. Żaden Irańczyk nigdy mnie nie skrzywdził. Nigdy nawet nie spotkałem Irańczyka… No, jednego, w Paryżu, w muzem. Fajny koleś.

Czasem widzę Irańczyka tu, w telewizji. Mówi o wojnie. Jestem pewien, że nie reprezentuje wszystkich Irańczyków. Jeśli wy widzicie w waszych telewizorach kogoś, kto mówi o tym, że trzeba was zbombardować – bądźcie pewni, że nie reprezentuje nas wszystkich.

Nie jestem oficjalnym przedstawicielem mojego kraju. Ale znam ulice mego miasta, rozmawiam z sąsiadami, z rodziną, z przyjaciółmi i mówię w imieniu ich wszystkich: kochamy was. Nie chcemy waszej krzywdy.

To fragment manifestu, który ukazał się na fanpage “Israel loves Iran”, nawołującego do pokoju pomiędzy tymi dwoma krajami. Fajny przykład tego, w jaki sposób media społecznościowe mogą chociaż troszkę zadziałać na rzecz pokoju. Więcej informacji pod linkiem.

Chwytliwy tytuł tygodnia

Grzesiek Marczak

Jak Facebook zepsuł (a może naprawił?) lajki? Od dłuższego czasu lajkowanie zawsze związane było z publikowaniem na naszym wallu na FB. Niezależnie czy polubiliśmy tekst na blogu czy wpis kolegi na Facebooku zawsze po tej akcji informacja o tym lądowała również na naszym streamie. Teraz już tak nie jest. Aby coś udostępnić innym znajomym na FB nie wystarczy kliknąć na Lajk it, trzeba jeszcze wykonać dodatkowy krok czyli udostępnić.

Autor źle zrozumiał zmiany wprowadzone przez Facebooka, więc zanim się przestraszycie, to sprostuję.

Otóż: są dwa miejsca w których mogą być wyświetlane efekty “lajków”. To tablica (czyli tam, gdzie widzisz aktywności swoich znajomych) i timeline (czyli Twój profil). Żeby polubiony przez znajomego materiał pojawił się na Twojej tablicy (albo Twój na jego), musi mieć odpowiednią “ważność”.

Facebook określa tę ważność na podstawie wielu czynników. Jesli jest środek nocy i nic ciekawego się nie pojawia, to szansa na zobaczenie danego lajka jest duża. Jeśli jest środek dnia a udostępniający nie jest Twoim bliskim znajomym (czyli nie klikasz, komentujesz i “lubisz” jego wpisów zbyt często), to pewnie nie. Jeśli stronę polubi 50 osób, to link zapewne pojawi się bardzo wysoko. Tak jest już od dłuższego czasu i to żadna nowość. Do tego Facebook działa identycznie dla każdej innej aktywności – wrzucania zdjęć, postów, wideo itd.

Swego czasu krążyła nawet instrukcja, jak na Facebooku wyłączyć automatyczne filtrowanie wiadomości na tablicy – ale nie polecam, uwierzcie na słowo, że nie chcecie oglądać każdej rzeczy wrzuconej przez znajomych ;)

Osobną sprawą jest Timeline. Gdyby był tam wklejany każdy “zalajkowany” link to byłby na nim kosmiczny burdel. Dlatego Facebook na “osi czasu” wrzuca tylko aktywności dodatkowo skomentowane albo udostępnione. Żeby zobaczyć wszystkie aktywności (również dodawane komentarze) danego użytkownika, trzeba wejść do jego Activity Log (link w profilu).

Czyli: ostatnie zmiany są związane tylko z wyświetlaniem “lajków” na nowej wersji profilu i mają nikłe znaczenie dla efektywności przycisku “Lubię to!” jako takiej. Ale chwytliwy tytuł jest.

Peter Gabriel w Polsce

13 maja w Oświęcimiu na Life Festival (tym, na który w zeszłym roku rozdawałem wejściówki). Yay!

Monty Python w App Store

Doskonały spot promujący aplikację Monty Pythona na iPada :)

Zwykle nie publikuję informacji prasowych…

…ale tu zrobię wyjątek:

Przesyłamy Państwu przygotowany przez PizzaPortal.pl raport o zwyczajach Polaków zamawiających pizzę w 2011 roku.

Znaleźć w nim można m.in. top listę najczęściej zamawianych pizz, różnice w upodobaniach kobiet i mężczyzn względem pizzy, lojalność Polaków wobec pizzerii w poszczególnych miastach czy średnie ceny ulubionej pizzy Polaków w różnych miastach Polski.

Jeżeli jesteście lojalni wobec pizzy, to polecam. Za każdym razem jak czytam tytuł tego linka to zaczynam się śmiać.

Tomasz Raczek kontra scenarzysta “Kac Wawa”

Ciąg dalszy zabawy w kotka i myszkę pt. recenzenci kontra twórcy. Tym razem w “Pytaniu na śniadanie” scenarzysta hitu Kac Wawa tłumaczył Tomaszowi Raczkowi, że film jest naprawdę śmieszny, tylko wycięto 60% jego scenariusza. Ale te wycięte fragmenty naprawdę były świetne, więc filmu nie powinno się krytykować. A wokół unoszą się opary absurdu.

Samojłowicz kontra Raczek

Jacek Samojłowicz, producent dzieła “Kac Wawa”:

Przez tego pana straciłem kilka milionów wpływów. I takiej sumy będę się domagał na drodze sądowej. Oczekuję, że Tomasz Raczek straci wiarygodność jako krytyk filmowy, bo zdaniem moich prawników przekroczył granice krytyki filmowej i złamał zasady etyki dziennikarskiej, być może ze względów osobistych.

Chodzi konkretnie o tą wypowiedź Raczka:

Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów… Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na KAC WAWA do kina. Ten film powinien ponieść klęskę frekwencyjną – może to nauczyłoby czegoś producentów.

Czy polska kinematografia jest naprawdę tak blisko dna, że reżyserka jednego filmu uznaje, że skoro krytykowi się jej film nie podoba, to znaczy, że niedokładnie oglądał – a producent innego stwierdza, że jak widzowie nie chodzą do kina, to jest wina krytyków, a nie jakości filmu. Dzieło o którym mowa ma na Filmwebie średnią ocenę 1,6, ale to pewnie nie ma znaczenia.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.