Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
21:25

The Sims Social, czyli zielone kryształki na Facebooku – recenzja

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, ktoś w EA wpadł na genialny pomysł połączenia sukcesu serii gier The Sims z potencjałem społecznym gier na Facebooku. Oto “grę w życie” postanowiono podnieść na wyższy poziom, na którym za niemal każdą wirtualną postacią stoi prawdziwy człowiek.

Nie było to proste, bo Simsy same w sobie są grą dość skomplikowaną, a do tego ma klasyczny, sprzedażowy model biznesowy. Trzeba więc było uprościć mechanizmy na tyle, żeby dało się w to grać za pomocą aplikacji Flash (ale żeby nie straciło na uroku), a do tego przenieść do modelu biznesowego freemium, czyli oferowania gry za darmo wraz z płatnymi ułatwieniami.

The Sims Social

Technikalia

To pierwsze wyszło całkiem nieźle, bo po odpaleniu gry w pełnym ekranie otrzymujemy coś, co bardzo mocno przypomina klasyczne Simsy. Widać oczywiście różnicę w grafice (2D zamiast 3D), ale nowa stylizacja wcale grze nie zaszkodziła.

Oprócz niezłej grafiki świetne wrażenie robi udźwiękowienie. Muzyka, kawałki puszczane w radiu (wszystkie w “simowym” języku) i tak dalej. Super.

Jest oczywiście sporo różnic w stosunku do wersji pudełkowej. Po pierwsze, kierujemy jedną postacią a nie całą rodzinką. Po drugie, pewne mechanizmy zostały uproszczone, ale tego trudno było uniknąć.

Mechanika

W stosunku do “dużych” Simsów sporo się zmieniło (chociaż wiedzę o nich mam średnią, więc wybaczcie ewentualne błędy). Główną wartością dla naszego bohatera jest energia. Przyrasta ona po punkcie co pięć minut, przy czym maksymalnie można jej mieć piętnaście – potem przestaje się zwiększać. Nietrudno więc policzyć, że aby najbardziej efektywnie ją wykorzystać, trzeba wchodzić do gry raz na 75 minut. To jeden z wielu sposobów, jakimi twórcy przywiązują graczy do komputerów.

EA zrobiło naprawdę dobrą robotę!

Energię wykorzystujemy do niemal wszystkich aktywności, z wyłączeniem tych podstawowych (jedzenie, higiena, sen itd.). Aktywności jest sporo, w zasadzie z każdym przedmiotem możemy wejść w interakcję. Podstawową jest robienie kariery.

Nie ma tutaj klasycznego “chodzenia do pracy”. Sim nie znika na parę godzin i nie podbija karty na zakładzie. Tutaj każdy jest freelancerem ;) Kariera polega na zbieraniu punktów umiejętności tworzenia muzyki, pisania tekstów, gotowania itd. (jest kilka “zawodów”). Czym wyższy poziom, tym więcej zarabiamy.

Wykonując dowolne aktywności wymagające energii, dostajemy różne rzeczy. Podstawą są pieniądze, ale dodatkowo otrzymujemy specjalne przedmioty – przepisy, gumowe kaczki, gwoździe, narzędzia, cokolwiek. Jest tego masa. Potem tych przedmiotów potrzebujemy do odblokowywania poziomów umiejętności, tworzenia eliksirów, składania mebli z Ikei itd. – jeśli ich nie mamy, możemy… poprosić znajomych.

Aspekt społeczny

Podziwiam EA za to, w jaki sposób wymusza interakcje pomiędzy graczami. Po pierwsze, nie jesteśmy w zasadzie w stanie grać bez przyjaciół, bo sami nie zdobędziemy wszystkich potrzebnych przedmiotów.

Po drugie, energia (bardzo cenna), może być zdobywana poprzez codzienne wizyty u nich. No i najważniejsze – wśród podstawowych czynników koniecznych Simowi do życia, znajduje się kontakt z innymi – czyli jeśli nie gramy razem z przyjaciółmi, to bohater wpadnie w depresję i utopi się w akwarium (albo coś takiego).

W ten sposób nie da się grać “samemu”, więc The Sims Social jest naprawdę bardzo “social”.

Minusy

Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo. Najbardziej wkurzający: bugi. Gra ma obecnie status otwartych betatestów, ale nawet jak na ten etap, błędów jest masa. Sam nie mogłem grać przez tydzień, podobnie jak tysiące innych graczy. Problemy sprawiają statusy znajomości, gdzie pomimo potwierdzenia nic się nie dzieje. Gra lubi się niespodziewanie wysypywać.

Podziwiam EA za to, w jaki sposób wymusza interakcje pomiędzy graczami.

Drugim mankamentem jest nieco zbyt nachalne zmuszanie graczy do ciągłego wchodzenia do The Sims Social, a najlepiej do kupowania bonusowych przedmiotów. Ja wiem, że EA na tym zarabia, ale momentami przeginają z obecnością żółtego przycisku “kup punkty” (dla mnie osobiście skandalem jest, że za jedyną kanapę pasującą do mojego wystroju musiałbym zapłacić 2,50 zł, przecież nie kupię takiej w kratkę).

Jeżeli chodzi o samą mechanikę, to brakuje mi bezpośredniego kontaktu z innymi graczami. Nawet jeżeli kogoś odwiedzamy to widzimy tylko sterowaną komputerowo postać, nie możemy w praktyce “grać jednocześnie”. Tworzy się przez to niewidzialna bariera, ale rozumiem, że bardzo trudno ją było przeskoczyć w grze Flash.

Wszystko to jednak można wybaczyć, bo EA zrobiło naprawdę dobrą robotę – stworzyło wciągającą, rozbudowaną (nie opisałem nawet połowy wszystkich zawiłości mechaniki) grę, czerpiącą ze światowego hitu i przenoszącą go na zupełnie inny, społecznościowy poziom.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.