Wacom pokazał dziś swój nowy produkt – Inkling, tak zwane cyfrowe pióro. Najprościej mówiąc, to urządzenie, które za pomocą cyfrowego odbiornika i czułego na nacisk wskaźnika zapisuje to, co narysowaliśmy na kartce. Przypinamy do niej nieduże, czarne pudełeczko, rysujemy, następnie podpinamy się do komputera przez USB i to, co naszkicowaliśmy możemy otworzyć zarówno jako wektory w Adobe Illustrator, jak i Photoshopowe rastry. W trakcie rysowania kliknięciem w odbiornik można tworzyć w naszej pracy warstwy, które program uwzględni.
Pierwsze wrażenie – wow, magia, szkicuję długopisem na kartce i natychmiast mogę mieć to choćby w wektorach, super. Druga myśl – dobra, ale w sumie po co? Czy mając szkicownik, skaner, tablet i komputer nie osiągnę dokładnie tych samych efektów?

Według Guido Möllera, product managera Wacom Europe, produkt jest przeznaczony głównie do wygodnego zapisu pomysłów, spontanicznych draftów czy “szkieletów” projektu, na których będzie oparta późniejsza praca, już na komputerze. „Inkling to inwestycja, która szybko się zwróci, umożliwiając użytkownikom przyspieszenie i większą mobilność pracy. Efekty tej pracy zamienione na formę cyfrowych plików można łatwo i szybko przesłać do komputera w domu lub biurze i dopracować przy pomocy piór Intuos czy Cintiq” mówi.
Przyznam, że brzmi to całkiem sympatycznie – szkice na kartce nawet po nabraniu wprawy w posługiwaniu się tabletem są dużo żywsze i swobodniejsze (kwestia patrzenia w ekran zamiast na rękę). No i odpada upierdliwe skanowanie dziesiątków rysunków i ich czyszczenie do dalszej edycji, nie mówiąc już o przetwarzaniu w wektory. Bardzo podoba mi się idea mobilności – wiadomo, najlepsze pomysły przychodzą WTEM, bynajmniej nie podczas siedzenia przy komputerze, Inkling jest nieduży i można go zabrać wszędzie i szkicować choćby na papierze do pieczenia (podobno ;)).
Jestem bardzo ciekawa, jak wiernie faktyczny zapis Inklinga będzie odpowiadał temu, co stworzymy na kartce, czy nie będzie problemu typu “oj, szturchnąłem odbiornik o 2mm i pół rysunku gdzieś odjechało” – nie widzimy też i nie mamy możliwości edytowania cyfrowej wersji w czasie rzeczywistym (z tego co widzę piórko jest po prostu rodzajem długopisu), ingerowania w stworzone warstwy i tym podobnych.
Inkling ma wejść na rynek w okolicy końca września i wtedy okaże się, czy faktycznie zostanie przydatnym narzędziem dla profesjonalnych designerów, czy kolejną drogą zabawką – choć w sumie $199 to nie majątek, w porównaniu do reszty produktów by Wacom. A na razie można obejrzeć bardzo ładne video:
Piórko obsługuje 1024 poziomy nacisku (czyli tyle, co rasowy tablet), producent obiecuje, z odbiornik podziała 8 godzin po naładowaniu, maksymalny rozmiar obsługiwanego papieru to A4. Nie znalazłam nigdzie informacji, ile pamięci ma urządzenie i w jakich rozdzielczościach zapisuje prace. Przewidywana cena – 199 dolarów.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


