To jest kolejny nudny wywiad z Kominkiem, w którym zarzucam mu, że się sprzedał, że dawniej było lepiej, że nic nie robi tylko bluzga na prawo i lewo, a to wszystko dlatego, że ukradł mi pomysł na Q&A na blogu zanim w ogóle zacząłem go realizować. Tekst jest strasznie długi i przeczytają go tylko najbardziej zatwardziali fani.
Na pewno nie znacie Kominka, no bo kto czyta Kominka, przecież on tylko bluzga. Więc na szybko: Kominek prowadzi teraz 12-15 niezwykle kontrowersyjnych blogów (w zależności od metodologii liczenia). To sławny bloger. Co miesiąc odwiedza na całym świecie kilka konferencji dotyczących blogosfery. Jest łysy jak książe William i wszędzie chodzi w czapce z daszkiem. Prowadzi blog Antyweb.
Poniżej przeczytacie rozmowę, w której Kominek zdradza, że nie zdał matury z matematyki i nie głaszcze po jajkach innych blogerów. Start.

Grzegorz Marczak (po lewej) i Kominek.
Nie licząc anglojęzycznego, masz trzy blogi. Nie za dużo tego? Ja już się gubię. Patrz dzisiejszy tekst: “Kochanie, weźmy ślub!”. Nie pamiętałem, na którym blogu był. Jest trochę o mediach (.tv), trochę o damsko-męskiej obyczajowości (.in), a trochę o osobach publicznych i modzie (.es). Piszesz czasem o jedzeniu – w zasadzie mógłbyś założyć kolejny blog na ten temat. Albo o książkach (oba te tematy pasują do bloga modowego tak samo jak do mediowego). Albo o grach.
Co innego, gdyby blogi miały mocne, niezależne marki. Jak T-Mobile i Heyah, o których ludzie nawet nie wiedzą, że to jedno i to samo. Ale nie mają. Wszystko to są “blogi Kominka”. Równie dobrze mógłbyś mieć jeden i podzielić go na kategorie. No to po co? Żeby ludziom było trudniej zapamiętać domeny?
Największym błędem rozumowania jaki popełniasz jest przeświadczenie, że wszystkie blogi są dla tych samych czytelników. A nie są. Nie potrzebuję czytelników kominek.in na kominek.es. Niech sobie wybiorą jeden ulubiony i mają problem z głowy. Wybrałeś temat, który faktycznie pasowałby na wszystkie blogi, ale takich tematów nie ma zbyt wiele.
Cofnij się dwa dni. Na kominek.in był temat o materialistkach, na kominek.tv o Ruppercie Murdochu, na kominek.es o stosowaniu antyperspirantów. Kolejno: uczucia, media, uroda (styl życia). Wyraźny podział i nie wyobrażam sobie, abym którykolwiek z tych tematów pasował na innego bloga. I tak jest na co dzień.
Wiesz, ja mam bardzo dobrze zaplanowane życie. Prowadząc trzy blogi, nie myślę o tym, jaki one są teraz, ale o tym, jakie będą za kilka lat, a to co sobie zaplanowałem, wymagało dokonania podziału na tematykę. W dalekiej przyszłości znowu będą dwa blogi + anglojęzyczny, ale teraz nie powiem, który zostanie zlikwidowany, bo kazałbyś mi się puknąć w czoło.
Jestem prawie pewien, że kiedyś pisałeś, że nigdy nie wpuścisz na swoje blogi innych autorów. Bo Kominek to Ty a nie nikt inny. Tymczasem na “esie” jest zakładka “dla tych, którzy chcą współtworzyć bloga”. Skąd to się wzięło? Eksperyment? Zapomniałeś usunąć formularz z szablonu? Chcesz zrobić z tego blog multi-autorski?
Z miłą chęcią odpowiedziałbym Ci, że zmieniłem zdanie i teraz będzie wielu autorów, bo mam na to ochotę, ale chyba najbliższe prawdzie jest to, że zapomniałem tej zakładki usunąć. Na kominek.es Kominek pozostanie główną postacią, natomiast mam w głowie sporo pomysłów na wciągnięcie czytelniczek we współtworzenie poszczególnych tematów poprzez cykl z serii “poka coś_tam”. Ten blog ma dopiero miesiąc, a już udało mi się zebrać tam ekipę wymarzonych komentatorów – cokolwiek nie wrzucę na bloga, oni zawsze znajdą w tym temat do dyskusji. W dodatku piszą z sensem, żadnych prywatnych gadek.
Dziewczyny namawiają mnie, abym zrobił im też kącik z poradami kosmetycznymi, na którym mógłbym publikować ich video lub krótkie formy tekstowe i choć wiem, że w końcu się zgodzę, to jednak uparcie mówię “nie”.
Jakiś czas temu na liście topowych polskich blogerów (czyli tych, których zna najwięcej innych blogerów) byli wymieniani Marczak, Budzich, Kurasiński może. Kominka nie było. Kominek to był ten bluzgający, którego znali tylko pracownicy Agory i ludzie z Bloxa.
A potem zrobił się bum. TV, konferencje, wywiady. Nagle stałeś się top-blogerem.
Skąd to się wzięło? Postanowiłeś z dnia na dzień, że fajnie by było być w tej tzw. śmietance blogosfery? A może dowiedziałeś się o jej istnieniu dopiero jak zostałeś uznany za “swojego”?
Zawsze miałem więcej czytelników niż oni wszyscy razem wzięci, ale prowadząc bloga na platformie Agory izolowałem się i byłem izolowany. Jednym z najważniejszych celów otworzenia kominek.tv – bloga o mediach i reklamach, była zmiana wizerunku i wyjście z izolacji. To było nieuchronne. Mniej więcej rok sobie wszystko planowałem i czekałem na odpowiedni moment. Otworzyłem nowego bloga w chwili gdy miałem na widelcu Dr Oetkera i mini-społeczność na Blipie. Chyba do dziś jestem tam na pierwszym miejscu.
U mnie nigdy nie ma nic z dnia na dzień. Jestem bardzo cierpliwy i wyrachowany.
Jako ciekawostkę podam Ci, że jestem dziś kojarzony jako ten, co ciągle jeździ z tymi samymi blogerami po konferencjach i pojawia się w mediach.
W ciągu całego życia byłem tylko na trzech, w tym dwóch w ciągu ostatniego roku.
Kiedyś był tylko Kominek, nawet na zdjęciach się nie podpisywałeś. Potem pyszczek pojawił się nieśmiało na bannerku, a teraz już świecisz gębą gdzie się da. W zasadzie z anonimowego blogera stałeś się bywalcem konferencji. Ale nazwisko cały czas “chowasz”.
To znaczy: wiem, że można je znaleźć bez większego problemu i nawet podpisali Cię w Wyborczej. Chodzi mi raczej o kwestię marki i przedstawiania się. W pewnym momencie, żeby być poważnym blogerem, trzeba było zacząć się podpisywać z nazwiska. Bo “Hazan” albo “Mediafun” brzmi mało profesjonalnie, trzeba być Grzegorzem i Maciejem.
A Ty co? Jesteś Kominkiem. Nie jesteś anonimowy, jak Kataryna, po prostu korzystasz z ksywy, jak w szkole. Dlaczego? Bo już za późno, żeby zacząć się podpisywać z nazwiska?
Jakbym nazywał się Homer albo Bolek Prus, to też byś zapytał, czy już za późno podpisywać się z nazwiska? Pseudonimy literackie istniały od zawsze i porównywanie ich do ksyw ze szkolnej ławy nie wydaje się zasadne.
Lubię “Kominka”, ale mimo wszystko anonimowość była jednym z trzech największych błędów, jakie popełniłem, pisząc blogi. Gdybym zaczynał znowu, byłby Kominek, ale nazwisko byłoby bardziej widoczne. Nawet gdy jestem zapraszany na, nazwijmy to, prywatne wykłady do różnych firm , to także tytułuję się pseudonimem. Tak jest łatwiej i zabawniej. Tylko rachunki wystawiam na nazwisko.
Jak dużo w osobie “Kominka” jest kreacji i na ile jest to postać fikcyjna? Tylko nie mów, że w ogóle. Kłamiesz na swój temat, ubarwiasz swoje historie z wycieczek, albo piszesz, że jesteś brzydki, stary i gruby, a wcale nie jesteś gruby.
Kominek to ja, wyjąwszy te najbardziej absurdalne teksty oraz wszelkie zdania, w których wykazuję się nietolerancją. W rzeczywistości jestem tolerancyjny dla wszystkich, kocham wszystkich i nie mam wrogów. Przecież na Social Media Day nawet Tobie podałem rękę. A mogłem zabić. Bo w sumie z mężczyznami lubię robić interesy, ale średnio za nimi przepadam. Uwielbiam towarzystwo kobiet, bez względu na wiek i wygląd.
Ciekawym dla mnie doświadczeniem jest pisanie na kominek.es. Tam piszę jaki jestem. Nie reklamowałem go zbytnio, marzyło mi się mozolne budowanie społeczności od pierwszego do milionowego czytelnika. Niestety jak tylko go otworzyłem, masa ludzi z rozbrajającą szczerością poinformowała mnie, że stare blogi to sobie już tylko przy okazji poczytują i wolą zostać na nowym. Wszystko fajnie, ale nie po to 6 lat budowałem Kominka, aby mi z niego uciekali, dlatego o kilka miesięcy przyspieszyłem “odświeżenie” starych blogów. Czego nie żałuję, bo mam teraz takiego powera, że wszystkie aktualizuję codziennie, a wieczorami mam jeszcze mam czas na nudę.
Wszyscy wiemy, że już nic nie będzie tak dobre jak Andrzej. Nie wydaje Ci się, że trochę lecisz siłą rozpędu swoich starych blogów, ale w sumie to co najlepsze już było? Kedyś miałeś świeże pomysły i coś się działo. Chyba u Ciebie była akcja-prowokacja z telefonem, gdzie rzekomo wkręcałeś kobietę z umierającym synem, że wygrała na loterii (co było ściemą od początku do końca). Albo tekst z testem na HIV. Albo nawet latawiec. Albo Oetker. A teraz? Nuda.
Ja mam momentami takie wrażenie. Że jak czytam stare, to czyta mi się lepiej. A jak czytam teksty z ostatniego pół roku, to mam wrażenie, że pisałeś je w pociągu jadąc z jednej blogerskiej konferencji na drugą.
Gdybym się skończył lata temu, to dziś byśmy nie rozmawiali.
Od 5 lat użeram się z takimi jak Ty. Od 5 lat słyszę, że kiedyś pisałem lepiej. A to bzdura. Podałeś przykłady tekstów napisanych do 2007 r. To ja Ci już dziś powiem, że za 5 lat z takim samym sentymentem będą wspominać współczesne: “Wszyscy odchodzą”, “Zdrada: Teoria Podziwu”, czy “Tylko jedno spojrzenie”. Jeśli za 5 lat ktoś będzie robił ze mną wywiad, to powie to samo: kiedyś było lepiej.
Masz całkowitą rację, że piszę inaczej, że dla kogoś, kto lubił mnie czytać 4 lata temu, teraz teksty wydają się nudniejsze. Ja to rozumiem i do znudzenia od lat powtarzam ludziom, że się zmieniam, że mogą sobie odejść, że będzie inaczej, a oni ciągle zostają i potem się dziwią, że… cholera, faktycznie zmiany nastąpiły!
Dziś nie piszę dla ludzi, którzy pamiętają mnie sprzed lat. Zostało ich już tylko jakieś 20 proc. Nie chcę ich, ale nie dajecie się przegonić.
Czym Ty się w ogóle zajmujesz? Piszesz, że już nie pracujesz jako dziennikarz. Sam twierdzisz, ze póki co z bloga nie da się żyć na pełny etat. Rozwozisz pizzę czy coś mnie ominęło?
Jestem bardzo wstrzemięźliwy w mówieniu o swoim prywatnym życiu. Blogi to moja codzienność, jedno z głównych źródeł utrzymania. Czasami przyjmuję propozycje pracy przy ciekawych i dobrze płatnych “projektach”. Głównie tam, gdzie wymaga się ode mnie tylko myślenia.
Dlaczego chcesz być niekontrowersyjny? Na wszelkie zarzuty, że jesteś bluzgającym pieniaczem, odpowiadasz, że to tylko łatka. Powiedzmy sobie szczerze, mało który bloger po skasowaniu komentarza pisze do czytelnika, że jest kupą właśnie spłukiwaną w toalecie – to tekst chyba z wczoraj.
Dlaczego tak strasznie unikasz tej kontrowersji? Niekontrowersyjne blogi są nudne. Ok, nie jesteś taki ostry, jak kiedyś, ale w porównaniu do całej reszty blogerów jesteś jak wilk w stadzie owieczek.
Takie odzwyki jak zacytowana przez ciebie kupa stosuję sporadycznie, aby przypomnieć innym komentatorom, że nie dam sobie wejść na głowę jak większość kolegów blogerów. To zagranie taktyczne, a nie strategia, co zresztą chyba rozumiesz, bo sam niedawno poczułeś konieczność stworzenia regulaminu komentowania (jakże inspirowanego moim, co poczytuję sobie jako komplement).
Jeśli niekontrowersyjne blogi są nudne, to ja chcę być nudnym blogerem. Taką drogę obrałem w 2008 r., a nasza rozmowa jest dowodem, że tylko na tym zyskałem, więc ta Twoja teoria nie trzyma się… kupy.
Kontrowersyjność stała się codziennością na blogach. Dziś każdy może napisać pozornie kontrowersyjny tekst o maturach i wywołać poruszenie w sieci. W porę zdałem sobie z tego sprawę i zmieniłem tematykę bloga oraz styl wypowiedzi. Wówczas straciłem co czwartego czytelnika, ale gdybym tego nie zrobił, dziś byłbym melodią przeszłości.
A teraz zmieniam się jeszcze bardziej. Na nowym blogu (kominek.es) nie znajdziesz nawet grama kontrowersji, ba, piszę o modzie, gotowaniu, kosmetykach, czyli wszystkich tych sprawach, które w głowie przeciętnego polskiego mężczyzny są domeną kobiet. Tam z dawnego Kominka pozostała tylko nazwa, ale jakie to ma znaczenie, że skoro czuję się w tym stylu znakomicie?
Tysiące marek padło tylko dlatego, że uparcie trzymali się tradycji, przyzwyczajeń i oczekiwań klientów, których mieli w danym momencie. Gubił ich strach przed takimi Pawłami Opydo, którzy w przyszłości mówiliby “bo kiedyś było lepiej”. Nie boję się ludzi, którzy odchodzą, nie na darmo od lat powtarzam “Każdy jest do zastąpienia. Zwłaszcza Ty”.
Masz jakieś ulubione blogi? Nawet nie polskie, tylko w ogóle. Blogi, które czytasz. Albo blogerki modowe, które są fajne. Ty w ogóle czytasz blogi?
Czytam dziesiątki blogów i polskich i zagranicznych. Nie mam ulubionych, właściwie to nawet nie znam ich nazw. Kojarzę styl i tematykę. Otwieram sobie zakładki “Daily”, “Press”, “Weekly”. “Styl”, w każdej z nich jest co najmniej 20 stron i szukam na nich tylko treści.
Do niektórych blogerek modowych trochę się zraziłem. Kobiety to jednak potrafią być zawistne. Inne lubię, nawet poznałem osobiście i poczytuję, ale nie są dla mnie inspiracją. Robią swoje blogi na jedno kopyto. Stylizacja, stylizacja, konkursik, stylizacja, stylizacja, itd… Wiele z nich ginie w tłumie i większość nie rozumie, że przyszłość blogów modowych wyznacza tematyka, jaką poruszam na kominek.es.
Dziś powiesz, że jestem nieskromny, do czego otwarcie się przyznaję, ale wspomnisz moje słowa za dwa, trzy lata. Obecnie popularnych lifestylowych blogów w Polsce praktycznie nie ma. Wśród mężczyzn nie mam żadnej konkurencji. W przyszłości wszyscy “profesjonalni” blogerzy modowi będą pisali także o szeroko pojętym stylu życia.
Czy jest miejsce w Polsce dla drugiego Kominka? To znaczy, nie kopii Ciebie, tylko czy wśród blogów jest jeszcze miejsce na coś nowego, świeżego, oryginalnego. W tej chwili mamy zasiedziałą “śmietankę blogosfery”, która głaszcze się nawzajem po jajkach na Google+ i masę małych blogów, których autorzy wzorują się na większych. Czy blogi nie są już nudne?
Napisałem ponad 1000 tekstów. Większość tematów damsko-męskich przerobiłem na tyle sposobów, że ktokolwiek by się nie zabrał u siebie za pisanie “inaczej” o kobietach i mężczyznach, a przy tym kreowanie wyrazistej postaci blogera, zostanie określony jako “kolejny wannabe Kominek”. Takie są fakty. Miejsce na świeżego blogera jest zawsze, konkurencji się nie boję, bo współczesny odbiorca, czytający większość blogów i serwisów newsowych i tak na co dzień przyjmuje tę samą treść, tylko inaczej zredagowaną.
Daleki jestem od twierdzenia, że teraz śmietanka blogerów głaszcze się po jajkach, bo czytelnicy nawet tej śmietanki nie znają. Wedle statystyk połowa moich czytelników nie czyta ani jednego innego bloga. Nie mają pojęcia o Twoim istnieniu.
Cholera, chyba już wiem po co ten wywiad.
Ja nie wiem :)
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


