Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
20:43

A jednak jesteś głupia albo leniwa (stawiam na to pierwsze)

Podobno jedna czwarta tegorocznych maturzystów nie zdała egzaminu. To fantastyczna wiadomość. Nie wiem kto wpadł na to, że “matura” to takie coś, co trzeba zdać lepiej lub gorzej, ale bardzo trudno jest tego nie zdać. W ostatnich latach te minimalne 30% stało się czymś, co jest osiągalne dla każdego przeciętnie inteligentnego jamochłona.

W Wyborczej ukazał się właśnie uroczy list od młodej czytelniczki (link do całości znajdziecie na końcu tekstu), która to ubolewa nad swoim losem, gdyż okazało się, że jeżeli chodzi o podstawowe umiejętności matematyczne jest jednak poniżej poziomu jamochłona. Nie mogę się powstrzymać, muszę jej (również w liście otwartym) odpowiedzieć.

Jestem maturzystką. Największym przekleństwem jest dla mnie obowiązkowa matura z matematyki. Nie zdałam jej, choć na 100 proc. zdałam z rozszerzonego polskiego.

Ustalmy fakty. Matura to nie jest takie coś, co świadczy o wysokich umiejętnościach w danej dziedzinie. O tym świadczy praca magisterska. Matura stanowi egzamin z podstawowej wiedzy na temat logicznego myślenia, społeczeństwa, kultury, historii i języka. Minimum to jakieś 30% (co i tak stanowi wynik mocno poniżej przeciętnej – jak dla mnie spokojnie mogłoby to być 50% i wcale by nam to nie zaszkodziło).

Nieważne ile miałaś punktów z polskiego. Nie zdałaś matmy, to znaczy, że nie masz podstaw logicznego myślenia. Pewnie marzysz o pisaniu książki, sądząc po zainteresowaniach. Podpowiadam: jednym z najważniejszych elementów pracy nad nią będzie logika, a ty nie zdałaś z niej matury.

“Po co nam to”, grzmiała moja klasa, wszyscy przyszli dziennikarze, poloniści, kulturoznawcy, którzy po prostu nie odnajdują się w liczbach. Tak, też jestem wśród nich.

Bueheheheh, “przyszli dziennikarze, poloniści, kulturoznawcy”. Jasne. Zanim prawdziwy świat wyleje wam na łeb kubeł zimnej wody podpowiem, że matma może być przydatna przy kasie w McDonaldzie.

krutne obrzydzenie do “królowej nauk” towarzyszyło mi przez wszystkie lata szkoły. Pochłaniałam książki, wygrywałam w konkursach z polskiego, lecz matematyka to zawsze był dla mnie tylko przykry obowiązek. W liceum zaczęło się robić ciężej, trzy czwarte mojej klasy chodziło na korepetycje, bez tego ciężko było w ogóle cokolwiek rozumieć

Przypadkiem też chodziłem do liceum i serio: jeżeli “ciężko było cokolwiek rozumieć” z matmy w szkole średniej (jak rozumiem: nie o profilu mat-fiz) to przykro mi – prawdopodobnie byliście kretynami, albo (co bardziej prawdopodobne) byliście leniami a ty ubarwiasz. Ale wiem, że masz te 18 lat i to taki okres, gdzie ci się cały czas wydaje, że wszyscy wokół (a nauczyciele zwłaszcza) robią ci ogromną krzywdę.

A ja nie mogłam znieść, że mogę zrobić tyle ciekawych, wspaniałych rzeczy, że mam jeszcze tyle książek do przeczytania, tyle możliwości, ale MUSZĘ obliczać prawdopodobieństwo zdarzenia A, które polega na tym, że w pierwszym rzucie sześcienną kostką do gry otrzymamy parzystą ilość oczek i iloczyn liczby oczek w obu rzutach będzie podzielny przez 12.

O jejku jejku. A mogłabyś w tym czasie na przykład dowiedzieć się, czym się różni “ilość” od “liczby”. Niestety, ktoś zmusił cię do ćwiczenia prawdopodobieństwa – jednej z najbardziej potrzebnych w życiu umiejętności, z której korzystasz cały czas, nawet o tym nie wiedząc.

Błagam, to jest wiedza życiowa?! Ja po prostu nie wierzę, nie pojmuję, jak można zmusić tyle młodych, zdolnych dusz do zajmowania się czymś takim, do robienia czegoś, co nikogo z nas zupełnie nie interesuje i wręcz odrzuca.

To, że nie pojmujesz to prawdopodobnie twój problem, nie systemu edukacji. Może gdybyś bardziej przykładała się do nauki, to znalazłabyś pewną logikę w tym wszystkim, ale widocznie wolałaś intelektualnie rozwijać swoją “zdolną duszę”, która dzięki temu na pewno znajdzie sobie miejsce w dziale warzywnym Tesco.

Poza tym: z tego co pamiętam chodzenie do szkoły zasadniczo polegało na “robieniu czegoś, co nikogo z nas nie interesuje i wręcz odrzuca”.

No dobra, pierwiastki, sinusy, mnożenie, dzielenie, okej, są to jakieś podstawy (chociaż w XXI wieku i tak wszystko zrobią za nas maszyny) ale dlaczego MUSIMY umieć obliczać prawdopodobieństwo, wielomiany, ciągi, logarytmy, wariacje, po co.

Po pierwsze, mnożenie i dzielenie powinnaś znać w miarę dobrze z podstawówki. Po drugie, korzystanie z technologii wymaga podstaw logiki (co jest udowodnione – ludzie lepsi w tej dziedzinie łatwiej “łapią” nowe urządzenia, interfejsy, aplikacje, a np. artyści uczą się każdej prawie od zera), których ty nie masz, bo nie zdałaś matury. Po trzecie za taki tekst rodzice powinni ci zabrać telefon, komputer i odtwarzacz mp3, dać podręcznik do matmy i kazać napierdalać zadania przez najbliższy rok.

Nie chodzi mi o to, że jestem głupia, leniwa i nie chce mi się uczyć matematyki, po prostu walczę o wolny wybór. Ktoś to lubi, kogoś to pasjonuje, dobrze, potrafię to zrozumieć, niech sobie oblicza deltę, gdzie i kiedy mu się tylko podoba, niech sobie zdaje tą matematykę. Nie była obowiązkowa tyle czasu, i co, komuś przez to było źle? Ktoś ucierpiał? Nie.

A teraz? Ktoś ucierpiał? Też nie. Chyba, że niezdanie matury z matmy to cierpienie? Idąc tym tropem matura powinna się składać tylko z pytania o imię i nazwisko, wtedy na pewno nikt by nie cierpiał.

Tym bardziej, że dzisiejsza matura z matematyki wcale nie uczy logicznego myślenia i nie otwiera horyzontów, jeśli takie było założenie. UCZY SCHEMATU. Sprawia, że przestajemy myśleć. Nauczyciele tłuką nam do głów: “Zobaczysz takie zadanie, w treści będzie takie słowo to używasz tego wzoru.”

Zabraknie słowa, przestawiony szyk i wszyscy zaczynają się gubić. Dlaczego? Hm, dobre pytanie. Oczywiście, nie mogę obwiniać nikogo za to, że nie lubię i nie potrafię matematyki, ale chcę tylko uświadomić, że OBOWIĄZKOWA matura dla WSZYSTKICH to kajdany, kraty, to dla wielu zrujnowana przyszłość (och, cóż za patos).

Najpierw napisałaś, że matura uczy tylko schematów, a potem, że pojawiają się zadania niezgodne ze schematem i się gubisz. To w końcu ich uczy czy wręcz przeciwnie? Masz chyba problemy z logiką… Aaa, racja, nie zdałaś matury.

Tak, mimo korków, mimo tysiąca rozwiązanych arkuszy po prostu spanikowałam widząc zadania zupełnie inne niż rok wcześniej.

Następnym razem kiedy znajdziesz się w podobnej sytuacji: włącz mózg. Przydaje się.

Przecież tak naprawdę matura to loteria.

No to moment, albo system edukacji jest do dupy i nic nie rozumiałaś, albo to jest loteria, czyli gra losowa. Jeżeli to drugie, to system edukacji nie ma nic do rzeczy i liczy się tylko szczęście. Chyba masz problemy z logiką… Aaa, no tak, racja, nie jest ci do niczego potrzebna.

Zabrakło dwóch punktów. W pierwszym momencie, patrząc na kolumnę tabeli, w której jak wyrok widniało 26 proc., rozpłakałam się. Mama przytulając mnie, powiedziała: “Brałaś to pod uwagę, przecież na tym się świat nie kończy, zobacz masz 100 proc. z rozszerzonego polskiego”.

No jasne, bo jak jesteś dobra z polskiego to nie musisz mieć żadnych umiejętności matematycznych, tak jak matematyk nie musi mówić w żadnym języku ani znać kanonu literatury.

Szczerze, mimo, że z polskiego zawsze miałam piątki, liczyłam na jakieś 60 proc., bo nie wierzyłam, ze klucz będzie aż tak mi przychylny, nigdy nie robiłam arkuszy, nie wiedziałam nawet do końca co biorą pod uwagę przy ocenianiu tych prac.

Czyli ogólnie: nie tylko traktowałaś matematykę jako “grę losową”, ale też nie przygotowałaś się do egzaminu ze swojego “ukochanego” polskiego – ale to wina systemu edukacji? Chyba masz problemy z…

Zobaczyłam temat, zapomniałam o świecie, napisałam, wyszłam… A przy tym niezdana matematyka. Ironia losu jest tym większa, że wybierałam się na polonistykę.

Jeżeli dobrze rozumiem znaczenie związku frazeologicznego “ironia losu”, to ponieważ wybierasz się na polonistykę, to spodziewałaś się zdać matematykę bardzo dobrze, ale jednak niespodziewanie się nie udało? Wydaje mi się, czy masz problemy z logicznym myśleniem?

Zawsze chciałam pisać i mieć styczność z literaturą. Z moimi wynikami, bez ZUPEŁNIE DO NICZEGO MI NIEPOTRZEBNEJ matematyki, dostałabym się, tak mi się wydaje.

Logika bywa do pisania całkiem przydatna, na pewno, tak mi się wydaje.

Ludzie pytają mnie: “I co teraz zrobisz?”, jakby zszokowani, ze nie mam depresji i się nie załamuję. Tak, mam żal, jest mi przykro, że w Polsce jest taki system edukacji. Ale myślę też, że życie dało mi szansę, na wyrwanie się ze schematu. Nie traktuję tego jako porażki. Widocznie tak miało być.

Cały czas nie wiem, czy jednak ta matura to kwestia umiejętności (i mogłabyś traktować to jako porażkę), czy systemu edukacji (do którego masz żal) czy jest to rzecz zupełnie losowa (jak stwierdziłaś wcześniej), czy może jednak zależna od losu, na który nie mogłaś wpłynąć? Chyba masz problemy z…

Zdam maturę w sierpniu, wyjadę z Polski, pozwiedzam trochę świata, pójdę do pracy, będę się rozwijać, chłonąć życie, będę wolna i może napiszę książkę? A papiery złożę w przyszłym roku, chyba, że życie ma dla mnie jeszcze jakieś niespodzianki. Przecież mogę wszystko, niezależnie od niczego. Nic bardziej absurdalnego, żeby jakaś marna matura z matematyki zepsuła mi jakąkolwiek cząstkę życia.

Aaa, czyli to wszystko jednak nie ma żadnego znaczenia. Super. W takim razie czekam z niecierpliwością na twoją książkę. Jeżeli częstotliwość błędów logicznych będzie taka jak w tym tekście, to na pewno będzie zabawnie. Z tym, że zapewne na tym nie zarobisz, bo dasz się oszukać wydawcy, który sprytnie zagra kilkoma cyferkami na umowie. Bo zdał maturę z matematyki.

P.S. W odpowiedzi na parę komentarzy – matematyka JEST w życiu potrzebna. To nie jest tak, że skoro parę lat po szkole nie musicie obliczać objętości żadnych brył, to jest zbędna. Spójrzcie na to tak: na WF robicie pompki, przysiady i brzuszki. A kiedy ostatnio w praktycznym życiu potrzebowaliście zrobić pompkę albo brzuszek? Strzelam, że ekstremalnie rzadko. Ale ćwiczyliście je po to, żeby rozwijać mięśnie. Matmę się ćwiczy, żeby rozwijać mózg – on w życiu bywa przydatny.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.