Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
22:58

WWDC 2011 – podsumowanie

Nie było wprawdzie większych niespodzianek, ale i tak jestem zachwycony. Momentami wiało nudą (zwłaszcza na powtórkowej prezentacji Liona), ale iCloud jest kosmiczny. Apple w zasadzie jednym ruchem pozamiatało na rynku bezprzewodowych usług internetowych – właściciele ich sprzętu w zasadzie nie potrzebują już niczego innego w tej kwestii.

No ale od początku. W Lionie w zasadzie nic nie zaskoczyło, bo wszystko znaliśmy już wcześniej. Bardzo fajna jest cena: $29 za nowy system. Do tego dystrybucja tylko przez Mac App Store. Co myślę o nowej wersji Mac OS mogliście przeczytać rano na blogu.

Potem ciekawiej. iOS i iCloud to w zasadzie jedno – trudno było odróżnić, kiedy była mowa o nowościach w systemie a kiedy o następcy MobileMe. W kwestii samego iOS to raczej kosmetyka w większości. Apple stworzyło kilka aplikacji, które wcześniej były w App Store – czyli będziemy mieli “oryginalne” to-do czy edytor zdjęć. Do tego zakładki w Safari, Reader, poprawki w mailu, integracja z Twitterem…

Największa nowość to oczywiście system powiadomień, z tym, że on jest właśnie taki, jaki powinien być. Podchodzę do tego raczej na zasadzie “no, wreszcie to wygląda tak jak ma wyglądać”, a nie jak do czegoś nowego. Cieszą mnie też nowe Wiadomości, które teraz pozwalają na darmową komunikację pomiędzy urządzeniami mobilnymi Apple.

Co ciekawe (a chyba nie było tego na prezentacji) w iOS 5 można używać dodatkowych, wielopalcowych gestów znanych już z testowych wersji iOS 4. W dokładnie taki sam sposób, czyli jednak nie będzie niczego nowego.

No i wreszcie: to co najlepsze. iCloud. Po pierwsze, za darmo. Po drugie, działa po wpisaniu loginu i hasła – i tyle. Ostatnio konfigurowałem sobie usługi Google w telefonie i trzeba trochę pokombinować – tu absolutnie nie będzie z czym. Synchronizacja zdjęć, muzyki, dokumentów, API otwarte na nowe usługi… Świetne.

Ciekawym rozwiązaniem jest też zaoferowanie za $25 integracji naszej nie-iTunesowej biblioteki muzycznej ze sklepem Apple. Dzięki temu będziemy mieli dostęp do legalnych plików, których wcale nie kupiliśmy, bo firma raczej nie jest w stanie sprawdzić ich pochodzenia. To mocny krok od strony Apple – bardzo liberalny, powiedziałbym. Z jednej strony wiadomo, że lepiej im na czymś zarabiać, niż nie zarabiać, ale z drugiej – stoi to raczej w sprzeczności z wydawcami muzycznymi.

Podsumowując: trochę za długa konferencja, ale to co pokazało Apple jest naprawdę świetne. Amazon i Google mogą zbierać zabawki, Steve ma wszystkie asy w ręku.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.