Nie było wprawdzie większych niespodzianek, ale i tak jestem zachwycony. Momentami wiało nudą (zwłaszcza na powtórkowej prezentacji Liona), ale iCloud jest kosmiczny. Apple w zasadzie jednym ruchem pozamiatało na rynku bezprzewodowych usług internetowych – właściciele ich sprzętu w zasadzie nie potrzebują już niczego innego w tej kwestii.
No ale od początku. W Lionie w zasadzie nic nie zaskoczyło, bo wszystko znaliśmy już wcześniej. Bardzo fajna jest cena: $29 za nowy system. Do tego dystrybucja tylko przez Mac App Store. Co myślę o nowej wersji Mac OS mogliście przeczytać rano na blogu.
Potem ciekawiej. iOS i iCloud to w zasadzie jedno – trudno było odróżnić, kiedy była mowa o nowościach w systemie a kiedy o następcy MobileMe. W kwestii samego iOS to raczej kosmetyka w większości. Apple stworzyło kilka aplikacji, które wcześniej były w App Store – czyli będziemy mieli “oryginalne” to-do czy edytor zdjęć. Do tego zakładki w Safari, Reader, poprawki w mailu, integracja z Twitterem…
Największa nowość to oczywiście system powiadomień, z tym, że on jest właśnie taki, jaki powinien być. Podchodzę do tego raczej na zasadzie “no, wreszcie to wygląda tak jak ma wyglądać”, a nie jak do czegoś nowego. Cieszą mnie też nowe Wiadomości, które teraz pozwalają na darmową komunikację pomiędzy urządzeniami mobilnymi Apple.
Co ciekawe (a chyba nie było tego na prezentacji) w iOS 5 można używać dodatkowych, wielopalcowych gestów znanych już z testowych wersji iOS 4. W dokładnie taki sam sposób, czyli jednak nie będzie niczego nowego.
No i wreszcie: to co najlepsze. iCloud. Po pierwsze, za darmo. Po drugie, działa po wpisaniu loginu i hasła – i tyle. Ostatnio konfigurowałem sobie usługi Google w telefonie i trzeba trochę pokombinować – tu absolutnie nie będzie z czym. Synchronizacja zdjęć, muzyki, dokumentów, API otwarte na nowe usługi… Świetne.
Ciekawym rozwiązaniem jest też zaoferowanie za $25 integracji naszej nie-iTunesowej biblioteki muzycznej ze sklepem Apple. Dzięki temu będziemy mieli dostęp do legalnych plików, których wcale nie kupiliśmy, bo firma raczej nie jest w stanie sprawdzić ich pochodzenia. To mocny krok od strony Apple – bardzo liberalny, powiedziałbym. Z jednej strony wiadomo, że lepiej im na czymś zarabiać, niż nie zarabiać, ale z drugiej – stoi to raczej w sprzeczności z wydawcami muzycznymi.
Podsumowując: trochę za długa konferencja, ale to co pokazało Apple jest naprawdę świetne. Amazon i Google mogą zbierać zabawki, Steve ma wszystkie asy w ręku.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


