Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
10:54

Foursquare i Polska

Foursquare ogłosił właśnie, że korzysta z niego 10 milionów ludzi. W Polsce: nadal garstka geeków. Co nie zmienia faktu, że tak jak Facebook w końcu zakorzenił się na naszym rynku, tak serwisy geolokalizacyjne w końcu też “zażrą”.

Dlaczego? Bo to proste, fajne i przydatne. Ludzie mają naturalną, społeczną potrzebę dzielenia się ze sobą różnymi informacjami. Spotykamy się ze znajomymi i opowiadamy im “co u nas”. Patrick Bateman nie miał Foursquare, ale nie przeszkadzało mu to w informowaniu codziennie znajomych, w jakich modnych klubach bywał.

Są dwa motory napędzające Foursquare. Pierwszym jest właśnie dobra zabawa i społeczna potrzeba. Każdy chce pochwalić się znajomym, w ilu knajpach był w weekend, ile pił i czy było fajnie. To doskonałe miejsce, żeby napisać krótką recenzję filmu na którym właśnie byliśmy, albo zjechać kelnera w restauracji, bo akurat nas zirytował.

Drugim motorem są oczywiście promocje. Ostatnio odpaliłem Foursquare gdzieś na Plantach i znalazłem wokół 4-5 okazji. Myślałem, że to całkiem nieźle, ale zrobiłem to samo w Kopenhadze i znalazłem kilkaset. Problemem jest więc osiągnięcie pewnej masy krytycznej użytkowników, żeby organizowanie promocji stało się modne.

Z drugiej strony: problemy są niemałe. Po pierwsze: nadal brak u nas zaufania do technologii. Ludzie nie rozumieją, że mogą korzystać w komórce z internetu. Kojarzy im się to z bardzo dużymi opłatami, a nie wiedzą, jak korzystać z pakietów na internet. Nadal widać też strach przed tym, że oznaczenie gdzie jesteśmy to pierwszy krok to permanentnej inwigilacji.

Z tym “niebezpiecznym Foursquare” to zresztą mit, podobny jak z prywatnością na Facebooku. Serio, jest wiele bardzo prostych sposobów na zrobienie sobie krzywdy bez użycia serwisów społecznościowych. Jeżeli ktoś będzie chciał wiedzieć, kiedy wychodzimy z domu, to stanie pod klatką i poczeka. Problemem jest tu raczej głupota ludzi, którzy prawdopodobnie zaczną “kolekcjonować” znajomych a potem zaznaczać się wszędzie gdzie się da, łącznie ze swoim mieszkaniem. A żadne ustawienia prywatności nie pomogą, jeżeli mózg jest wyłączony.

W każdym razie: ja przewiduję u nas modę na geolokalizację. Może za rok, może za dwa. Może to będzie Foursquare, a może jakiś rodzimy klon. Ale będzie.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.