Foursquare ogłosił właśnie, że korzysta z niego 10 milionów ludzi. W Polsce: nadal garstka geeków. Co nie zmienia faktu, że tak jak Facebook w końcu zakorzenił się na naszym rynku, tak serwisy geolokalizacyjne w końcu też “zażrą”.
Dlaczego? Bo to proste, fajne i przydatne. Ludzie mają naturalną, społeczną potrzebę dzielenia się ze sobą różnymi informacjami. Spotykamy się ze znajomymi i opowiadamy im “co u nas”. Patrick Bateman nie miał Foursquare, ale nie przeszkadzało mu to w informowaniu codziennie znajomych, w jakich modnych klubach bywał.
Są dwa motory napędzające Foursquare. Pierwszym jest właśnie dobra zabawa i społeczna potrzeba. Każdy chce pochwalić się znajomym, w ilu knajpach był w weekend, ile pił i czy było fajnie. To doskonałe miejsce, żeby napisać krótką recenzję filmu na którym właśnie byliśmy, albo zjechać kelnera w restauracji, bo akurat nas zirytował.
Drugim motorem są oczywiście promocje. Ostatnio odpaliłem Foursquare gdzieś na Plantach i znalazłem wokół 4-5 okazji. Myślałem, że to całkiem nieźle, ale zrobiłem to samo w Kopenhadze i znalazłem kilkaset. Problemem jest więc osiągnięcie pewnej masy krytycznej użytkowników, żeby organizowanie promocji stało się modne.
Z drugiej strony: problemy są niemałe. Po pierwsze: nadal brak u nas zaufania do technologii. Ludzie nie rozumieją, że mogą korzystać w komórce z internetu. Kojarzy im się to z bardzo dużymi opłatami, a nie wiedzą, jak korzystać z pakietów na internet. Nadal widać też strach przed tym, że oznaczenie gdzie jesteśmy to pierwszy krok to permanentnej inwigilacji.
Z tym “niebezpiecznym Foursquare” to zresztą mit, podobny jak z prywatnością na Facebooku. Serio, jest wiele bardzo prostych sposobów na zrobienie sobie krzywdy bez użycia serwisów społecznościowych. Jeżeli ktoś będzie chciał wiedzieć, kiedy wychodzimy z domu, to stanie pod klatką i poczeka. Problemem jest tu raczej głupota ludzi, którzy prawdopodobnie zaczną “kolekcjonować” znajomych a potem zaznaczać się wszędzie gdzie się da, łącznie ze swoim mieszkaniem. A żadne ustawienia prywatności nie pomogą, jeżeli mózg jest wyłączony.
W każdym razie: ja przewiduję u nas modę na geolokalizację. Może za rok, może za dwa. Może to będzie Foursquare, a może jakiś rodzimy klon. Ale będzie.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


