Miałem bardzo duży problem z tym, żeby przetestować nowy, płatny w Sieci Przekrój, bo odruchowo zamykałem stronę po jakichś 20 sekundach przebywania na niej. Podobnie: kasowałem aplikację na iPadzie za każdym razem jak ją włączałem. Odruch bezwarunkowy.
Wirtualne Media:
Ankietowane przez portal Wirtualnemedia.pl osoby z agencji interaktywnych podkreślają, że przy wejściu na zmieniony serwis Przekroj.pl kłopotliwa była pojawiająca się czerwona kostka. Co ciekawe, obecnie takie intro nie jest już wyświetlane na stronie. Eksperci jako wady nowego Przekroj.pl wymieniają również nie do końca przejrzystą nawigację oraz statyczną, mało kontekstową siatkę powiązań i rekomendacji między treściami.
Pamiętacie nową stronę główną o2.pl? Wtedy też różne mądre głowy na WM pisały, co im się podoba, a co nie. Większości się nie podobała. Mi też. Z tym, że ważną kwestią jest to, że to nie nam się ma podobać, tylko użytkownikom. Opinie z tego typu portali pewnie byłyby przydatne, gdyby to był konkurs na ładny design, ale tu jest mowa o biznesie. A o2.pl z designem Guardiana (który jest piękny) byłoby biznesowym samobójstwem.
Tu jest nieco podobnie, bo znów specjaliści zwracają uwagę na kostkę, światło pomiędzy treściami, usability… a Przekrój ma o wiele większy problem. Jak do cholery przekonać zwykłych użytkowników (!), że mają płacić za ich treść w Sieci?
Może ich pozyskać z dwóch źródeł: albo będą to obecni czytelnicy Przekroju, albo internauci którzy na papierze nie czytają. Ci pierwsi – uwierzcie na słowo – w ogromnej większości nie chcą czytać Przekroju w Sieci. Serio. Jak już kupujesz gazetę na papierze, tydzień w tydzień, to znaczy, że nie masz z tym większego problemu, a więc nie chcesz jakoś szczególnie zmieniać przyzwyczajeń, żeby dodatkowo być przykutym do komputera podczas czytania.
Przekonanie swoich obecnych czytelników, żeby przenieśli się na wersję cyfrową, to tylko oszczędzanie na druku. Jeżeli Hajdarowicz chce być drugim Murdochem, to musi zrobić więcej. Prawdziwym sukcesem Przekroju byłoby przekonanie internautów do czytania go. Tych, którzy już nie czytają papieru.
A co ma do zaoferowania nowy Przekrój tym ludziom? Niewiele. Po pierwsze, przeciętny internauta nie ma w ogóle pojęcia, że coś takiego można kupić. Przyzwyczajmy się do tego. Wiemy o tym my, wiedzą czytelnicy Przemka Pająka, może wiedzą czytelnicy Przekroju. Paru przeciętnym internautom gdzieś się obił jakiś news o uszy, ale mają to raczej gdzieś.
Wchodzi taki biedny, niebędący mądrym ekspertem człowieczek na stronę. Widzi jakąś kostkę z dupy wziętą. Jak ze stron domowych w latach 90. Jak już wreszcie wbije się do środka, to zobaczy parę linków. Kliknie w któryś, zachęcony obrazkiem i tytułem. Powiedzmy sobie szczerze, leada nie przeczyta. Leadów się nie czyta w internecie. Po co, skoro można kliknąć link i przeskanować cały artykuł? Po co marnować kilka sekund?
W tym momencie nasz nieszczęśnik dostanie prośbę o zalogowanie się. Prawdopodobnie wyjdzie ze strony. Jeżeli jednak jakimś dziwnym trafem zechce założyć konto, otrzyma informacje, że serwis jest płatny, co wzbudzi jego nieufność. Chęć przeczytania tego wspaniałego, zachęcającego cudownym obrazkiem i tytułem artykułu będzie jednak tak ogromna, że natychmiast przejdzie na stronę Dużego Formatu, bo to dobry magazyn jest i za darmo. Dziękuję, dobranoc.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


