Po ostatniej prezentacji Apple mamy już 2/3 iLife dostępne na iPadzie (nie liczę iDVD i iWeb, które są w zasadzie nierozwijane). Co ciekawe, najpopularniejszy produkt pakietu – iPhoto – nie jest dostępny.
Dziwi mnie to o tyle, że domyślna aplikacja zdjęciowa na iOS jest raczej prosta i nie umożliwia w zasadzie żadnej edycji zdjęć. Nawet ich przycinania. Aplikacji, które to umożliwiają, jest oczywiście masa – od najprostszych, darmowych, po kosztujące parę dolarów kombajny.
Aż by się prosiło, żeby Apple, opcjonalnie – np. w cenie $5, podobnie jak iMovie i Garage Band – udostępniło iPhoto. Dzięki temu, że firma może używać API, do których zewnętrzni developerzy nie mają dostępu, taki program mógłby korzystać bezpośrednio z biblioteki zdjęć urządzenia (czyli edytować same zdjęcia, a nie import-edycja-zapis). Przycinanie, proste efekty, edycja… Tak naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego jeszcze go nie ma.
Swoją drogą: iMovie będzie dostępne tylko na iPadzie 2, Garage Band również na iPadzie pierwszej generacji.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


