Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
13:53

Mac OS Lion Developer Preview – pierwsze wrażenia

Jak pewnie wiecie, od dwóch dni jest dostępna deweloperska wersja Preview systemu Mac OS Lion. Bawię się nią od wczoraj. W tym tekście znajdziecie pierwsze wrażenia, głównie co do funkcjonalności nowego systemu.

O stabilności działania tylko jedno zdanie – jak na wersję nawet-nie-beta jest zaskakująco dobrze. Liona zainstalowałem na swoim systemie (robiąc wcześniej oczywiście kopię zapasową) i nie ma żadnych problemów. Wygląda na to, że system jest już na tyle sprawny, że można z niego korzystać do normalnej pracy.

Co do nowych funkcji, to w skrócie: jest tyle samo nowych, świetnych pomysłów, wywołujących zachwyt, co zmian, które są kompletnie idiotyczne i wywołują tylko pytania, jaki kretyn to wymyślił.

Finder

Stylistycznie w Finderze mamy najnowszy iTunes + iOS. Szare ikonki, paski przewijania rodem z iPada i tak dalej. Zniknęła opcja zminimalizowania interfejsu okna (taki przycisk w prawym górnym rogu) – masa ludzi będzie na to kląć. Pojawił się nowy widok: układanie plików według kategorii. Wygląda jak widok okien, ale każda kategoria to poziomy pasek z czymś w rodzaju Cover Flow. Zobaczcie screena.

Lion

To, co uderza w Finderze (i w całym systemie w ogóle) to fakt, że Apple odwróciło o dokładnie 180 stopni całą ideę… scrollowania. To znaczy: tak jak do tej pory dwoma palcami w dół przewijaliśmy stronę w dół, tak teraz przewijamy ją w górę. Bez możliwości zmiany (da się to zmienić w opcjach). To jedna z wielu rzeczy, która przemawia za tym, że Mac OS w przyszłości będzie używany za pomocą interfejsów dotykowych.

Mission Control

Pierwsza rzecz, która mnie mocno zawiodła. W założeniach Mission Control jest połączeniem dawnego Expose z podglądem Spaces. Efekt jest taki, że nie dorasta do pięt żadnej z tamtych dwóch funkcji.

Expose pozwalało na podgląd wszystkich otwartych okien. W Snow Leopardzie poukładano je ładnie i logicznie obok siebie, tak, że zawsze były w tym samym miejscu. W Lionie powrócono do pomysłu porozrzucania ich bez ładu i składu, z dodaniem “stosów” okien tej samej aplikacji.

Lion

Najbardziej boli zmiana w Spaces. W Snow Leopardzie mieliśmy duży podgląd poszczególnych ekranów, które mogliśmy zamieniać kolejnością lub przesuwać pomiędzy nimi okna. Do tego można było w podglądzie Spaces włączyć Expose, co było genialnym kombosem przy zarządzaniu uruchomionymi programami.

Co mamy w Lionie? Maluteńki podgląd ekranów, na którym nic nie widać. Nie można pomiędzy nimi w prosty sposób przenosić okien: musimy najpierw wybrać dane okno, a dopiero potem przeciągnąć z niego aplikację do jednej z miniaturek. Ogólnie: Mission Control to taka wykastrowana wersja obecnych rozwiązań.

Ekrany i aplikacje pełnoekranowe

Fajnie przy tym są rozwiązane aplikacje pełnoekranowe. Jeśli jakiś program uruchomimy w ten sposób, to specjalnie dla niego tworzona jest osobny ekran w Mission Control. Bardzo fajne.

Ciekawostka: możemy teraz dla każdego ekranu ustawiać osobną tapetę. Trudno jednak powiedzieć, czy to ficzer czy bug – niby się da, ale nie ma do tego żadnego interfejsu – trzeba otwierać i zamykać Preferencje na każdym ekranie osobno.

Super kwestia: wreszcie można się pomiędzy poszczególnymi pulpitami przenosić gestem czterech palców. Czekałem na to.

Launchpad

Bardzo wyczekiwana przeze mnie funkcja została spieprzona tak bardzo, jak to tylko możliwe. Liczę na to, że będzie kompletnie przemodelowana w ostatecznej wersji.

Wszystko działa tak jak powinno, tylko że… System domyślnie umieszcza w Launchpadzie całą zawartość katalogu Programy. Łącznie z plikami Apple Script. Da się nimi zarządzać, ale… nie można ich kasować. Launchpad nie ma żadnych opcji.

Lion

Efekt tego jest taki, że po pierwszym uruchomieniu zobaczyłem z piętnaście ekranów zasypanych aplikacjami.

Przy tym wszystkim Launchpad jest najbardziej niestabilnym elementem systemu. Wysypuje się przy próbie zmiany katalogu a do tego… wyświetla skróty do aplikacji, które odinstalowałem, bez możliwości ich usunięcia.

Update: Tomek Fedoruk podrzuca info, że ikonki z Launchpada można kasować skrótem cmd+alt+ctrl+klik. Uff, dobrze, że JAKOŚ się da.

Gesty

Gesty w Lionie mają dwie strony: dobrą i złą. Dobra jest taka, że korzystanie z nich jest naprawdę przyjemne. Nowy system oferuje nam wrażenia o wiele bardziej zbliżone do iPada. W zasadzie wszystko można tutaj robić za pomocą gestów.

Zła strona jest taka, że te gesty są nie do końca przemyślane. Efekt jest taki, że ciągle się gubimy nie wiedząc, czy tym razem trzeba przewijać na boki dwoma czy trzema palcami. To samo mam zresztą w becie oprogramowania na iPada, gdzie ciągle używam czteropalcowego gestu do zamykania paczki zdjęć zamiast dwupalcowego, w efekcie czego zamykam aplikację.

Widać jednak, że w Lionie to wszystko jest w bardzo głębokiej becie, bo na przykład w niektórych miejscach systemu jeden gest służy do dwóch różnych funkcji. Tak czy siak: boję się, że co za dużo, to niezdrowo.

Resume i nowy dock

Zastanawiam się, kim jest półgłówek, który wymyślił, że jeżeli aplikacje zapamiętują swój stan i nie wymagają zapisywania, to można usunąć oznaczenie, która z nich jest włączona a która nie. Jest to najbardziej kretyńska i jednocześnie zupełnie niepotrzebna zmiana w Lionie.

Resume działa zasadniczo okej, chociaż funkcja przywracania okien po restarcie systemu się u mnie sypie (można ją wyłączyć). To znaczy: po ponownym odpaleniu programy się włączają, ale są niewidoczne – trzeba je zresetować. Odpalanie aplikacji w tym samym miejscu, w którym zostały wyłączone, działa dobrze.

Lion

Nadal jednak żeby sprawdzić, czy dany program w tej chwili działa, czy nie, trzeba poszukać jego okna w Mission Control (co – jak już wiecie – jest upierdliwe) lub… kliknąć prawym klawiszem na jego ikonkę w docku i sprawdzić, czy widzimy przycisk “Otwórz” czy “Zamknij”. What the fuck Apple?

Mocno wierzę, że z tego kretyńskiego pomysłu ktoś zrezygnuje tak szybko, jak się da.

Update: Uff, jak się pogrzebie w opcjach można włączyć oznaczenia z powrotem. Uratowany :)

Nowe wersje: Mail, iCal, Książka Adresowa, Safari…

Jeżeli chodzi o aplikacje, to Apple zrobiło świetną robotę. Udało im się w świetny sposób połączyć to co najlepsze w Mac OS i w iOS.

Trochę chyba tylko przegięli w Książce Adresowej, która jest kopią analogicznej aplikacji z iPada. Jeden do jednego. Łącznie z niespotykaną nigdzie indziej w Lionie stylistyką książeczki z kontaktami.

Lion

Mail jest dokładnie tym, czego oczekiwałem po Lionie. Połączeniem funkcjonalności poprzedniej wersji z czystym i przejrzystym interfejsem iOS. Działają wszystkie skróty klawiaturowe a wątkowanie wiadomości wreszcie nie wygląda tak, jakby ktoś w Apple napisał tę funkcję w ciągu pół godziny.

iCal wygląda analogicznie jak w iOS. Pojawił się dodatkowo widok roczny i opcja pełnego ekranu (w Mailu i Safari też jest).

Jeśli chodzi o Safari to interfejs praktycznie się nie zmienił. Doszły za to nowe gadżety w back-endzie, “ukradzione” z iOS. Przeglądarka robi screeny stron które odwiedzamy i trzyma je w pamięci, dzięki czemu kliknięcie przycisku “wstecz” ma natychmiastowy efekt, a do tego można gestem cofnąć się na poprzednią stronę a ona ładnie “wysunie” się zza tej już oglądanej. Bajery, ale działają sympatycznie (oprócz tego, że sypią się w momencie, w którym mam otwarte więcej niż jedno okno Safari).

W Safari dodatkowo wprowadzono powiększanie i zmniejszanie znane z iPada – to kolejna sugestia, że kiedyś Mac OS będzie dotykowy. O ile za pomocą gestu “szczypania” jest to raczej zbędny gadżet, to powiększanie wybranego bloku dwupalcowym dwuklikiem jest bardzo, bardzo fajne.

Podsumowując…

Przede wszystkim: system działa bardzo stabilnie jak na tak wczesną wersję. Po drugie: ma masę świetnych, zachwycających wręcz nowości. Po trzecie: jest masa rzeczy, które sugerują, że ktoś w Apple kodował po pijaku.

Czekam więc z niecierpliwością na poprawki i ostateczną wersję. Aha, nie mówcie Steve’owi, że wrzuciłem tyle screenów. Może nie zauważą ;)


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.