Już przy okazji Snow Leoparda Apple wydawało się mieć pewne problemy z własnymi normami dotyczącymi interfejsu użytkownika. W Mac OS Lion wydaje się, że wszelkie zasady kij strzelił i każda aplikacja jest projektowana bez patrzenia, jak wygląda cała reszta systemu. Niestety.
Spójrzmy chociażby na górne belki różnych programów. Zrobiłem kilka screenów standardowych, systemowych aplikacji. Na początek iTunes. Od ostatniej wersji – dziwny interfejs, pionowe przyciski, belka bez nazwy aplikacji. Wydawało się, że wytycza kierunek rozwoju Liona.

Owszem, wytycza. Ale nie do końca. I nie zawsze. Spójrzmy na Mac App Store – niby pomysły te same (gruba belka bez nazwy okna_, ale już układ kompletnie inny i przyciski rodem z iOS:

Wygląda fajnie. Jak tylko pojawiły się pierwsze screeny sklepu z aplikacjami, myśleliśmy, że tak będzie wyglądał cały Lion. Nie. Oto górna belka iCala:

Nazwa okna jest, a do tego zamiast dużych, iOS-owych przycisków mamy zabawny suwaczek z tekstami. Fajnie. Teraz Mail:

Niby podobnie, ale wyszukiwarka już – kij wie dlaczego – po lewej, a nie po prawej.

Finder. Niby podobnie, ale suwaczek z napisami został zamieniony na suwaczek z ikonkami. Mamy więc już trzy rodzaje suwaczko-zakładek: ikonkowy, napisowy i iOSowy.

Na koniec QuickTime. Nadal z dupy i nie pasuje do niczego. Apple, ogarnij się.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


