Ewa Lalik na Spider’s Web osiąga rekordowo wysoki poziom pieprzenia od rzeczy na sto znaków – nawet jak na siebie. Tym razem udowadnia, że Apple jest niekonsekwentne, bo… no właśnie, bo co?
Tańszy iPhone. iPhone, który nie byłby już tak elitarny i więcej osób mogłoby sobie na niego pozwolić. Czy tylko ja widzę tu niekonsekwencję? Apple, który szczycił się swoją ‘elitarnością”, jedną twardą linią produktową i ciągłością wyłącznie jednego modelu smartfonu miałoby sie rozfragmentować na kilka (no co najmniej dwa) urządzenia?
No jasne, bo Apple chce, żeby na iPhone “mogło sobie pozwolić” jak najmniej osób. Właśnie dlatego oferuje go w bardzo dobrych opcjach cenowych a poprzedni model sprzedaje za $99. Do tego oczywiście Apple nigdy nie fragmentowało swojego rynku urządzeń – właśnie dlatego jest tylko jeden rodzaj MacBooka i tylko jeden model iPoda.
Jobs powiedział, że 10 cali to optymalna przekątna dla tabletu. Według niego 7 cali jest bezużyteczne i martwe na starcie. Minęło kilka miesięcy i świat obiegły kolejne pogłoski o tym, że Apple szykuje urządzenie wielkością plasujące się między iPadem a iPodem touch. Czyli ile cali? iPad ma dokładnie 9.7, iPod touch 3.5 cala… 5, 6, może 7? Prawda czy nie, kolejny sygnał, że droga Apple musi się zmienić i że tego wymaga rynek. Mniejszy, tańszy iPad. Jeśli tak, to kolejna niekonsekwencja Apple.
Myślałem, że Ewa jest już na tyle duża, żeby odróżnić plotki od rzeczywistości, ale jak widać nie. Ja tylko bym chciał zapytać, czym różniły się plotki o 7-calowym tablecie Apple sprzed wypowiedzi Jobsa, od tych po wypowiedzi Jobsa? Oprócz tego, że te “po” są o wiele mniej prawdopodobne?
A sam fakt, że Apple nie komentuje na razie rzekomych “przecieków” o nowych wersjach urządzeń jest już znaczący. Co, jeśli to prawda?
Jasne. Apple nigdy, przenigdy nie komentuje żadnych przecieków i tym razem też tego nie robi – to musi coś znaczyć.
. Teraz wszystko się zmienia, z każdej strony pojawiają się dziesiątki głośno reklamowanych i komentowanych urządzeń z dostosowanym do tabletów systemem. Na miejscu Apple też zaczęłabym mocno obawiać się o swoją pozycję.
Tak jak w roku 2008, kiedy miała miejsce analogiczna sytuacja w przypadku iPhone i jego konkurentów?
Na koniec Ewa nie wiedzieć czemu (bo nijak nie udowadnia to niekonsekwencji Apple) zarzuca, że 30% marża to dużo:
Apple zrezygnuje lub nie – w tym kontekście to mało istotne. Ważniejsze jest to, że komentarze wokół tego tematu są przeważająco negatywne. Delikatnie mówiąc Apple zarzuca się nadmierną chciwość. Nie pierwszy i nie ostatni raz, ale w połączeniu z coraz większą konkurencyjnością rynku, wprowadzeniem nowych systemów operacyjnych i nowych graczy Apple wypada jako ten, który za dużo chce. Ludzie mają coraz większy wybór platform. Wydawcy też.
Jasne, tak samo jak wszyscy developerzy zrezygnowali z umieszczania swoich produktów w App Store z powodu trzydziestoprocentowej marży. Zaraz, zaraz…
Nie da się nie odnieść wrażenia, że Apple obudził się ze snu w którym jest liderem i dostrzegł, że w dłuższej perspektywie może nie być już tak kolorowo. Konkurencja rośnie w siłę.
Konkurencja rośnie w siłę. Deweloperzy odchodzą. Klienci odwracają się plecami. Dzieci płaczą. Szczeniaki się topią. Rankiem nie dowożą świeżych bułek do sklepu. Kończy się promocja na patyczki z lodów. Justin Bieber traci głos. Jarosław Kaczyński zakłada kolejny blog.
Całe szczęście WTEM pojawia się kolejna błyskotliwa analiza Ewy Lalik i ratuje sytuację.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


