Ciekawa dyskusja na facebookowej tablicy bloga (link na końcu). Pomijając to, że nie wiemy jak tak naprawdę wyglądały te wydarzenia, to w filmie cała ta sytuacja pomiędzy Markiem a Eduardo jest przedstawiona zbyt jednoznacznie.
Ludzie wychodzą z kina i myślą: ale z tego Zuckerberga buc, wykorzystał biednego kolegę i zminimalizował jego udziały w spółce. A przecież był jego kumplem.
Spójrzmy jednak drugiej strony, która nie jest jakoś szczególnie podkreślona w filmie: co robił Eduardo? Zainwestował w Facebooka w sumie 19 tysięcy dolarów i… w zasadzie nic więcej nie zrobił. Niby szukał reklamodawców, ale po pierwsze bezskutecznie, a po drugie: wbrew tłumaczeniu Marka, że ten model biznesowy nie pasuje do serwisu.
Eduardo w “The Social Network” jest wielkim nieobecnym. Zauważcie, że nie ma go praktycznie przy żadnym z momentów kluczowych dla rozwoju serwisu. Wszystko wymyśla Mark, potem pomaga mu Parker. Ten drugi, chociaż w filmie przedstawiony jako naczelny dupek, włożył w całe przedsięwzięcie znacznie więcej niż Eduardo.
Nawet w kluczowej scenie, w której dowiadujemy się, że udziały Eduardo zostały zminimalizowane, sam zainteresowany przybywa do biura Facebooka i ogląda je ze zdziwieniem. Patrząc na drugą stronę medalu dochodzimy do wniosku, że to taki koleś, który wykłada trochę kasy, średnio się interesuje produktem i chce go jak najszybciej zmonetyzować (ale mu nie idzie). A na końcu mu współczujemy, że zostawili mu tylko miliony dolarów, zamiast miliardów, w zamian za… no właśnie, co?
Update: Zanim dodasz komentarz, miej świadomość, że rozmawiamy tu tylko o filmie a nie o prawdziwych wydarzeniach :)
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


