Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
14:04

Czytnik Neox T7 – recenzja

Kindle i iPad to dwa doskonałe gadżety o skrajnie różnej filozofii. Apple stworzyło wszechstronny tablet, pozwalający na całkiem wygodne czytanie e-booków. Amazon stworzył urządzenie dedykowane, które do czytania jest doskonałe, ale w praktyce to jego jedyna funkcja. Neox T7 to próba połączenia tych dwóch światów – czytnik e-booków z ekranem LCD. Niestety, jest takie powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego…

Recenzja dzięki uprzejmości E-dazon.pl, gdzie możecie kupić ten czytnik, albo – co bardziej prawdopodobne – inne modele. Tekst we współpracy z eKsiazki.org.

Neox T7

Z czym to się je?

Czytnik ma ekran 7″ o proporcjach 16:9. Matowy. Ma “dżojstik” i cztery przyciski, klawiatury QWERTY brak. Całość jest wykonana z plastiku. W środku 2GB pamięci + do tego slot na karty SD, który w moim egzemplarzu sam się otwierał. Rozumiem, że przeszedł już przez parę recenzenckich rąk, ale sam w sobie zatrzask nie wygląda zbyt solidnie.

Czytnik współpracuje chyba z wszystkimi rozsądnymi formatami, jak ePub, PDF, TXT. Brak komunikacji WiFi i 3G. Podłaczanie do kompa przez mini USB.

Jak to wygląda?

Okej, wiemy już mniej więcej, nad czym się pochylamy. Wiadomo jednak, że zabawki ocenia się najpierw od zewnątrz – tak jak kobiety. Gdybym miał porównać ten czytnik do kobiety, to jeżeli iPad jest jak Scarlett Johansson a Kindle jak Lena Meyer, Neox T7 musi być Amy Winehouse.

Pewnie na renderach wygląda ok, ale jest zrobiony z materiału wyjątkowo “łapiącego” wszelki syf z otoczenia, a cała obudowa wygląda jak tani, chiński odlew. Tył jest zrobiony z tego upierdliwego plastiku pomalowanego na błyszczący grafit, który ma to do siebie, że po jakimś czasie zaczyna się ścierać. Ogółem – nie jest to czytnik, na którego widok robi się “ŁAAAŁ”.

A wnętrze?

Zajrzyjmy jednak do środka, udając, że nie widzimy nic poza ekranem. Niestety, nie jest wcale lepiej:

  • Pierwsze wrażenie: “matowy ekran wygląda tak, jakby ktoś na nim nakleił folię śniadaniową, albo jakby był cały czas mokry”.
  • Drugie wrażenie: “ej, zawiesił się… o, odwiesił! O, znów zawiesił… A nie, on po prostu tak działa”.
  • Trzecie wrażenie: “zaraz, ile to kosztuje? ILE?!”.

Tak więc – będziemy lecieć po kolei po tych trzech punktach.

Ekran LCD

E-ink jest doskonały do czytania. LCD jest doskonały do Sieci, filmów, zdjęć, gier, ogółem – do tabletów z dotykowym ekranem.

Twórcy Neoxa wpadli na to, że jeśli wezmą czytnik e-booków, a potem wsadzą mu najtańszy ekran LCD jaki znajdą na rynku, to powstanie coś łączące zalety iPada i Kindle. Niestety, powstało coś, co łączy ich wady.

Do czytania jest to średnie. Powiem tak: lepiej się czyta na iPadzie. Niby tu i tam mamy podświetlany ekran, ale podświetlenie Neoxa jest o wiele gorszej jakości. Zwyczajnie bije po oczach. O dowolnym czytniku e-paperowym nie wspominam. Neox jest więc, jeśli chodzi o czytanie, jeszcze większym kompromisem niż tablet Apple. Na logikę więc powinien robić inne rzeczy – wspomniane wyżej – dużo, dużo lepiej, prawda? Nie.

Tak naprawdę czytnik nadaje się tylko do czytania. O oglądaniu filmów i zdjęć można powiedzieć tyle, że da się. Odtwarzacz wideo nie stanowi większego problemu, chociaż ekran jest mały, więc to trochę jak odpalanie filmów na komórce. Problemem jest tu znów jakość podświetlenia. Oglądanie zdjęć na tym ekranie wywołuje zaś efekt podobny do tego, co czułem jak wyszedłem z IMAX po seansie “Avatara” – oczy bolą.

Na Neox T7 można też odtwarzać muzykę, przez wbudowany głośnik albo słuchawki. Działa, trudno się przyczepić do czegokolwiek oprócz tego, że brzmi jak najtańszy odtwarzacz z bazaru.

Interfejs i szybkość działania

Ok, może jestem przyzwyczajony do ekranu dotykowego, ale obsługa tego urządzenia jest toporna trochę tak, jak obsługa świętej pamięci iPoda shuffle bez przycisków (jeżeli nie pamiętacie – jeden przycisk na kabelku można było kliknąć na pięćset sposobów). Ale da się – w większości przypadków chodzi bowiem tylko i wyłącznie o wybór książki, który z reguły kończy się na “Kontynuuj czytanie”.

Interfejs jest w miarę czytelny, ale mogłoby być o wiele lepiej. Brakuje ujednoliconego menu i jakiegoś takiego… rozsądku. Przykłady:

  • Kiedy czytam książkę i otworzę menu, nie widzę opcji Zdjęcia ani Wideo. Jest za to Muzyka. Wiem, że nie mogę oglądać filmów ani fotografii w trakcie czytania książki, ale czy naprawdę muszę wrócić do głównego ekranu i dopiero tam (w tym samym menu!) wybrać opcję? Tak jakby nie mogło być ujednoliconego menu niezależnie gdzie jestem.
  • Są katalogi: muzyka, filmy, zdjęcia, książki. Z tym, że kompletnie niezależnie od tych katalogów są też tryby przeglądania danych typów plików. Czyli będąc np. w trybie oglądania zdjęć i tak widzę katalog Filmy, do którego jednak nie mogę wejść – muszę przełączyć się na tryb wideo. Tak jakby nie mogło być jednego trybu przeglądania plików.

Takich fakapów usability jest sporo, a gdyby jednak uproszczono całość, to działałoby to szybciej. Bo w tej chwili jedną z bardziej irytujących rzeczy są… lagi.

Naciskam przycisk… i nic. Naciskam jeszcze raz i… przeskakuję o dwie strony. Jest to o tyle denerwujące, że przyciski chodzą bardzo ciężko i nie zawsze “łapią” kliknięcie, więc nigdy nie wiadomo, czy za chwilę strona się zmieni, czy jednak trzeba nacisnąć raz jeszcze.

Neox T7

Cena i podsumowanie

Pastwię się? A jak. Pastwię. Również dlatego, że za ten czytnik przyjdzie nam zapłacić 600 zł. Gdyby kosztował… powiedzmy, 150 zł, to uznałbym to za niezły sprzęt w takiej cenie. Badziew, ale tani. Tymczasem kosztuje on więcej niż Kindle, co sprawia, że zastanawiam się, czy to aby nie żart.

Dobrym przykładem na to, czego należy się spodziewać po Neox T7, jest bateria. Ta trzyma krótko w porównaniu do iPada i hiperkrótko w porównaniu do Kindle.

U podstaw tej tragikomedii leży chybiony pomysł, żeby wziąć dedykowany czytnik e-booków i wepchnąć mu na siłę tani ekran LCD. W ten sposób powstało urządzenie, które nie jest ani dobrym czytnikiem (przez ekran) ani dobrym tabletem (sam kolorowy ekran nie zrobi z czytnika tabletu). Jest po prostu do niczego.

Za udostępnienie sprzętu do recenzji serdecznie dziękuję E-dazon.pl :)

W tym tygodniu sponsorem playr jest sklep Kraina Herbaty, oferujący specjały z całego świata. Oprócz doskonałych herbat, możecie u nich nabyć akcesoria, a przed Gwiazdką na pewno warto zajrzeć do kategorii Prezenty. Miłych zakupów!

© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.