Okej, zbliża się powoli czas, w którym będziemy się spodziewać iPada 2. Dziś spróbuję się zastanowić, co możemy dostać w drugiej generacji tabletu Apple, starając się możliwie merytorycznie analizować fakty i nie dać ponieść się plotkom i marzeniom.
Plotki mówiły o styczniu, teraz mówią o lutym – a ja cały czas przewiduję, że będzie jeszcze później. O tym nie będę pisał, bo tekst na ten temat wrzuciłem jakiś czas temu i dziś jest tak samo aktualny, jak wtedy. Patrząc jednak na czteroletnią ścieżkę rozwoju iPhone można w miarę rozsądnie przewidzieć strategię Apple w przypadku jego młodszego brata. No to zaczynamy – na początek pewniaki.
- Więcej RAM – tego możemy być pewni. Obecna generacja iPada widocznie cierpli na zbyt małą ilość pamięci, zwłaszcza przy systemie 4.0+. Zresztą – iPhone, który tak na oko powinien mieć nieco mniejsze możliwości przerobowe, ma dwukrotnie więcej RAM. Tu nie ma się chyba o co sprzeczać.
- Kamerka do FaceTime – kolejny pewnik. Nie ma opcji, żeby jej nie było – wygrzebano nawet fragmenty kodu iOS, które to potwierdzają. Zresztą, na chłopski rozum: iPad jest w tej chwili jedynym urządzeniem Apple mającym dostęp do internetu i nie obsługiwanym przez FaceTime.
- Żyroskop – tak, teraz w iOS to standard.
- Kamerka z tyłu – to już niekoniecznie. iPad, jak wiemy, jest czymś pomiędzy iPodem touch i MacBookiem. Ten pierwszy ma dwie kamery, ten drugi: jedną, przednią. Pytanie jest takie, czy robienie zdjęć iPadem ma w ogóle sens. Powiedzmy sobie szczerze – kieszonkowy iPhone czy iPod równa się kieszonkowy aparat. Obiektyw w iPadzie miałby po prostu skrajnie niszowe zastosowanie.
Z drugiej strony: Apple może wprowadzić taki bajer… żeby był. Kamera gorszej jakości – taka jak w obecnej generacji iPoda touch albo poprzedniej iPoda nano – nie powinna znacząco zwiększyć kosztów produkcji, a na pewno wytrąci jeden argument z rąk konkurencji.
- Lepszy ekran – nie mowa tu o rozdzielczości, bo o tym będzie później. Mowa o samej jakości wyświetlacza. No i to też nie jest sprawa pewna. Z jednej strony mamy iPhone, którego ekran ma widocznie lepsze podświetlenie i nieco większy kąt, pod którym wszystko ślicznie widać. Z drugiej: fakt, że tej wielkości ekran z najwyższej półki może stanowić problem, jeśli chodzi o koszty – czyli wpłynąć na cenę urządzenia. Mimo wszystko: raczej będzie.
- Ekran Retina – dla wielu to iPadowy “must have”, ale ja w kółko tłumaczę, że prawie na pewno go nie będzie. Przemawia za tym kilka faktów.
- Po pierwsze – czysty biznes. Apple tworząc iPhone zdecydowało się na rozdzielczość 320×480. Po trzech latach firma przesiadła się na 960×640 – dokładnie czterokrotnie większą (każdy bok powiększono dwukrotnie). Dzięki temu przesiadka na nowy standard była możliwie wygodna i bezbolesna. Pomysł, że Apple robi iPada w 1024×768 i zachęca deweloperów do pisania w tej rozdzielczości, tylko po to, żeby po roku zwiększyć ją cztery razy i kazać im przepisywać aplikacje… to nie brzmi dobrze.
- Po drugie – kwestia sensu. Zastosowanie modelu z iPhone skutkowałoby wypuszczeniem tabletu o rozdzielczości 2048×1536 na dziesięciu calach. Okej, pewnie tekst książek wyglądałby na tym super, ale… strony www musiałyby być rozciągane, podobnie np. filmy. A skoro trzeba rozciągać, to po co w ogóle zwiększać rozdzielczość do takiej, która nie zmieści się na ekranie większości programistów? Warto się po prostu zastanowić, czy taka rozdzielczość na takim urządzeniu w ogóle trzyma się kupy.
- Po trzecie – kwestia hardware. Powiedzmy sobie szczerze, że gry 3D w 2048×1536 to zupełnie coś innego niż obecnie. iPad 2 musiałby być o wiele szybszy, żeby je obsłużyć – na tyle, że to bardzo mało prawdopodobne.
Czyli: raczej nie.
- Mniej wersji – w tej chwili mamy sześć iPadów. 16, 32 i 64GB, każdy w wersji WiFi-only i 3G. Apple na pewno ma dane co do sprzedaży poszczególnych opcji, więc może określić, które warto trzymać, a których nie. Obstawiam skasowanie obu wersji 16GB i obniżenie cen pozostałych, tak, żeby pozostawić cenę startową na poziomie $499, albo nawet pozbycie się wersji 64GB WiFi, pozostawiając tylko jeden model bez 3G (czyli trzy wersje: 32GB WiFi, 32GB 3G, 64GB 3G).
- Lżejszy i cieńszy – bardzo prawdopodobne. W tej chwili większość bebechów iPada zajmuje bateria. Pamiętajmy jednak, że w tzw. międzyczasie wyszedł po pierwsze iPhone 4, który trochę zmienił wygląd (i przede wszystkim rozmiar) bebechów, z których korzysta Apple, a po drugie MacBook Air, który zmienił technologię ich baterii. Podejrzewam więc, że przy zachowaniu obecnego czasu pracy uda się zmniejszyć grubość i wagę iPada.
- Lepsza bateria – nie sądzę. Bateria w obecnej generacji iPada jest na tyle dobra, że podejrzewam, iż marketingowo rozsądniejszym byłoby właśnie zmniejszenie rozmiarów i wagi z zachowaniem czasu pracy, niż zwiększenie czasu pracy z zachowaniem obecnych rozmiarów.
- Dodatkowe wtyczki i gniazdka – mówi się o drugim iPod Connector, USB, HDMI i czytniku kart SD. Prawdopodobieństwo, że którekolwiek z nich się pojawi, jest nikła – chyba, że według statystyk Apple 90% użytkowników iPada kupuje od razu zestaw przejściówek do niego. Podejrzewam jednak, że ta liczba jest bardziej zbliżona do 1%. Tak czy siak: z tej listy byłbym skłonny uwierzyć w czytnik kart SD. Wtyczka USB jest zbyt gruba, cała reszta na pewno nie.
Ok, tyle ode mnie. Starałem się, żeby to zestawienie było jak najbardziej rozsądne i nieprzeładowane plotkami, bo ostatnio wszyscy piszą podobne teksty i w większości przypadków są to większe lub mniejsze bzdury. Tabletowo.pl napisało ostatnio na przykład takie zdanie:
Co więcej, ma być wyposażony w port USB, co jest raczej mało prawdopodobne.
Czyli port USB jednocześnie “ma być” i jest “mało prawdopodobny”. Genialne.
W tym tygodniu sponsorem playr jest Neostrada TP z ofertą internetu dla każdego. Od 256 kb/s po 20 megabitów. Sprawdź cennik i załóż internet albo przedłuż umowę – a przy zakupie przez Sieć wybierz sobie prezent!
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


