Niedawno założyliśmy się z Pawłem Nowakiem na temat premiery drugiej wersji iPada. Ja obstawiam marzec-kwiecień, on – styczeń. Paweł nie ma racji z co najmniej dwóch powodów:
- Boże Narodzenie. Nie od dziś wiadomo, że w okresie przedświątecznym gadżety sprzedają się świetnie. Problem w tym, że Apple do tej pory… nie miał takich gadżetów zbyt wiele. Maki są za drogie na prezent z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina. iPhone jest na umowę, więc też odpada. Do tej pory były iPody – we wrześniu pojawiała się nowa linia, w sam raz po to, żeby kupić ją na Gwiazdkę.
iPad mieści się w granicy cenowej prezentu. No i dochodzimy do sedna – nikt nie ma chyba wątpliwości, że Apple chce aktualizować tablet raz w roku. Jeżeli będzie to robić w styczniu, to nikt nie będzie kupował w grudniu generacji, która parę tygodni później będzie już przestarzała. A przez to cały przedświąteczny potencjał pójdzie się kochać.
- Oprogramowanie. Po iOS 4.2 Apple będzie chciało utrzymać w miarę jednolite ukazywanie się softu na iPhone i iPadzie. Gdyby iPad wyszedł w styczniu, to mamy dwa wyjścia: albo dostaje oprogramowanie 4.0 i czeka parę miesięcy na aktualizację (czyli znowu dostajemy “niepełny” produkt), albo dostaje 5.0 a my czekamy parę miesięcy na 5.0 na iPhone.
A jeżeli iPad 2 wyjdzie w marcu lub w kwietniu? Wtedy problemu nie ma. Prezentacja nowej generacji tabletu łączyłaby się automatycznie z dorocznym “sneak peak” nowego oprogramowania, które przypada właśnie w tych miesiącach. Potem w czerwcu mielibyśmy nową generację iPhone i ostateczną wersję oprogramowania w telefonie. Wszystko się zgrywa.
Można już uznać, że wygrałem zakład? Dziękuję, dobranoc :)
Sponsorem playr jest sklep Komputronik, w którym znajdziecie sprzęt elektroniczny wszelkiej maści. Klienci sklepu internetowego bardzo cenią sobie możliwość bezpłatnego odbioru sprzętu w przeszło 300 punktach sprzedaży na terenie całego kraju.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


