Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
Twitter
RSS
O autorze
Ding.pl
11:28

Blogowanie minimalistyczne, blogowanie bez komentarzy – ma sens czy nie?

Od lat hobbystycznie śledzę kierunek, w jakim rozwija się polska blogosfera. No i rozwija się dziwnie. Nasz rynek jest bardzo ciasny, z ogromnym długim ogonem. Topowe blogi zaś ciągną w kierunku TechCruncha i Mashable, czyli przemieniają się w małe portale. Totalną niszą jest za to podejście odwrotne – blogi minimalistyczne, albo wręcz pozbawione komentarzy.

Dziś chciałbym właśnie podrzucić Wam kilka przemyśleń na temat takiego stylu pisania. Wskazać jego wady i zalety. Zastanowić się, czy ma sens.

Po co komu komentarze?

Andrzej Chmura na moją prośbę tłumaczy, dlaczego bloguje bez komentarzy (warto przeczytać całość, to wklejam tylko fragment):

Jeżeli nie organizujesz konkursu z wartościową nagrodą – wiekszość ludzi zlewa na komentowanie. Oprócz tego, obserwacja komentarzy przez kilka dni pozwala zauważyc, że osoby komentujące przeważnie powtarzają sie, a duża część z nich linkuje do swoich blogów.

No właśnie – dzięki takim serwisom jak tumblr czy posterous założenie własnego bloga zajmuje mniej, niż zrobienie herbaty. Jezeli ktoś interesuje sie daną niszą i chce komentować, niech założy swojego blogaska i wykorzysta potencjał trackbacków i pingbacków. Gwarantuję, że zrobi to osoba, która ma coś mądrego do powiedzenia, a anonimowi hejterzy dadzą sobię spokój, bo im się nie będzie chciało.

Komentującym też się nie będzie chciało. Nikt nie zacznie blogować, żeby odpowiedzieć na Twój wpis. A nawet jeśli już ma bloga, to coś, co pasuje jako komentarz, niekoniecznie nadaje się na cały wpis-polemikę. Wysyłanie maili zaś mija się z celem o tyle, że komentarze się pisze po to, aby wyrazić swoje zdanie publicznie i uczestniczyć w dyskusji.

Kiedyś też blogowałem bez komentarzy (ba – tylko przez RSS). Plusem tego rozwiązania jest niesamowita niezależność. Piszesz co chcesz, kiedy chcesz, nie przejmujesz się ilością komentarzy, odpowiadaniem na nie i tak dalej.

Jest i druga strona medalu. Komentarze świadczą o sile bloga. O społeczności wokół niego. Jasne, gdyby John Gruber odpalił komentowanie na swoim blogu, to pewnie mielibyśmy ofensywę spamu i trollingu, jakiej nigdy nie widzieliście. Ale to jest człowiek, który może sobie pozwolić na wywalenie dyskusji w kosmos, bo i tak ludzie będą go czytać a odpowiedzi na jego teksty pojawią się na innych blogach.

Wróćmy jednak na Ziemię. Jaki będzie blog bez komentarzy – w naszym kraju? Pusty. Mimo wpisów będzie się wydawał martwy. Reklamodawcy będą od niego stronili, bo im zależy na ludziach.

Minimalizm

Podobnie jest z pisaniem minimalistycznym. Kiedy nie przejmujesz się kategoriami, wyglądem całego bloga, dodawaniem obrazków – wszystko jest o wiele przyjemniejsze. Siadasz i piszesz. Nie zaprzątasz umysłu zbędnymi pierdołami. Każdemu polecam spróbować – takie blogowanie daje o wiele więcej przyjemności i satysfakcji.

Niedawno napisałem tekst pt. “8 rzeczy, które powinieneś wyrzucić ze swojego bloga.“. Taka mała prowokacja, która miała podkreślić to, o czym coraz więcej osób zapomina – że blog to przede wszystkim treść. Że gdyby blog był pisany czarnymi literkami na białym tle i nie miał żadnej grafiki, to byłby tak samo wartościowy jak ten ze świetnie zaprojektowanym designem (byłby tylko brzydszy i mniej przyjemny w odbiorze).

Minimalistyczny, ascetyczny blog przypomina tę zasadę. Ułatwia skoncentrowanie się na treści – zarówno piszącemu, który nie musi zaprzątać sobie głowy niczym innym, jak i czytelnikom, których uwagi nic nie odwraca od tekstu.

Czy to ma sens?

Bloger w dzisiejszych czasach musi być taką społecznościową gazelą. Niezrównanym dyskutantem, mistrzem polemiki. Blogowanie bez komentarzy jest poniekąd próbą uniknięcia tych obowiązków – nie ze strachu, tylko z powodu takiej a nie innej filozofii. Zresztą, moje zdanie chyba znacie – lepszy minimalistyczny i wartościowy blog bez komentarzy, niż tłumaczony z Mashable i z setkami “komci”.

Mimo wszystko jednak sam nie zdecydowałbym się na zrobienie takiego “bezdyskusyjnego” tworu. Bo komentarze to też treść. Niejednokrotnie zdarzało mi się wrzucać wpisy mające po kilka słów, a ich prawdziwą wartością była dyskusja, którą prowokowały.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.