Od lat hobbystycznie śledzę kierunek, w jakim rozwija się polska blogosfera. No i rozwija się dziwnie. Nasz rynek jest bardzo ciasny, z ogromnym długim ogonem. Topowe blogi zaś ciągną w kierunku TechCruncha i Mashable, czyli przemieniają się w małe portale. Totalną niszą jest za to podejście odwrotne – blogi minimalistyczne, albo wręcz pozbawione komentarzy.
Dziś chciałbym właśnie podrzucić Wam kilka przemyśleń na temat takiego stylu pisania. Wskazać jego wady i zalety. Zastanowić się, czy ma sens.
Po co komu komentarze?
Andrzej Chmura na moją prośbę tłumaczy, dlaczego bloguje bez komentarzy (warto przeczytać całość, to wklejam tylko fragment):
Jeżeli nie organizujesz konkursu z wartościową nagrodą – wiekszość ludzi zlewa na komentowanie. Oprócz tego, obserwacja komentarzy przez kilka dni pozwala zauważyc, że osoby komentujące przeważnie powtarzają sie, a duża część z nich linkuje do swoich blogów.
No właśnie – dzięki takim serwisom jak tumblr czy posterous założenie własnego bloga zajmuje mniej, niż zrobienie herbaty. Jezeli ktoś interesuje sie daną niszą i chce komentować, niech założy swojego blogaska i wykorzysta potencjał trackbacków i pingbacków. Gwarantuję, że zrobi to osoba, która ma coś mądrego do powiedzenia, a anonimowi hejterzy dadzą sobię spokój, bo im się nie będzie chciało.
Komentującym też się nie będzie chciało. Nikt nie zacznie blogować, żeby odpowiedzieć na Twój wpis. A nawet jeśli już ma bloga, to coś, co pasuje jako komentarz, niekoniecznie nadaje się na cały wpis-polemikę. Wysyłanie maili zaś mija się z celem o tyle, że komentarze się pisze po to, aby wyrazić swoje zdanie publicznie i uczestniczyć w dyskusji.
Kiedyś też blogowałem bez komentarzy (ba – tylko przez RSS). Plusem tego rozwiązania jest niesamowita niezależność. Piszesz co chcesz, kiedy chcesz, nie przejmujesz się ilością komentarzy, odpowiadaniem na nie i tak dalej.
Jest i druga strona medalu. Komentarze świadczą o sile bloga. O społeczności wokół niego. Jasne, gdyby John Gruber odpalił komentowanie na swoim blogu, to pewnie mielibyśmy ofensywę spamu i trollingu, jakiej nigdy nie widzieliście. Ale to jest człowiek, który może sobie pozwolić na wywalenie dyskusji w kosmos, bo i tak ludzie będą go czytać a odpowiedzi na jego teksty pojawią się na innych blogach.
Wróćmy jednak na Ziemię. Jaki będzie blog bez komentarzy – w naszym kraju? Pusty. Mimo wpisów będzie się wydawał martwy. Reklamodawcy będą od niego stronili, bo im zależy na ludziach.
Minimalizm
Podobnie jest z pisaniem minimalistycznym. Kiedy nie przejmujesz się kategoriami, wyglądem całego bloga, dodawaniem obrazków – wszystko jest o wiele przyjemniejsze. Siadasz i piszesz. Nie zaprzątasz umysłu zbędnymi pierdołami. Każdemu polecam spróbować – takie blogowanie daje o wiele więcej przyjemności i satysfakcji.
Niedawno napisałem tekst pt. “8 rzeczy, które powinieneś wyrzucić ze swojego bloga.“. Taka mała prowokacja, która miała podkreślić to, o czym coraz więcej osób zapomina – że blog to przede wszystkim treść. Że gdyby blog był pisany czarnymi literkami na białym tle i nie miał żadnej grafiki, to byłby tak samo wartościowy jak ten ze świetnie zaprojektowanym designem (byłby tylko brzydszy i mniej przyjemny w odbiorze).
Minimalistyczny, ascetyczny blog przypomina tę zasadę. Ułatwia skoncentrowanie się na treści – zarówno piszącemu, który nie musi zaprzątać sobie głowy niczym innym, jak i czytelnikom, których uwagi nic nie odwraca od tekstu.
Czy to ma sens?
Bloger w dzisiejszych czasach musi być taką społecznościową gazelą. Niezrównanym dyskutantem, mistrzem polemiki. Blogowanie bez komentarzy jest poniekąd próbą uniknięcia tych obowiązków – nie ze strachu, tylko z powodu takiej a nie innej filozofii. Zresztą, moje zdanie chyba znacie – lepszy minimalistyczny i wartościowy blog bez komentarzy, niż tłumaczony z Mashable i z setkami “komci”.
Mimo wszystko jednak sam nie zdecydowałbym się na zrobienie takiego “bezdyskusyjnego” tworu. Bo komentarze to też treść. Niejednokrotnie zdarzało mi się wrzucać wpisy mające po kilka słów, a ich prawdziwą wartością była dyskusja, którą prowokowały.
Sponsorem bloga playr w tym miesiącu jest HYABAK – nawilżające krople do oczu bez żadnych konserwantów. Dzięki unikalnej i opatentowanej butelce ABAK Twoje oczy są zawsze bezpieczne! Wkrótce będziecie mogli wygrać ich produkty na playr – śledźcie uważnie!
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.


