Wojtek Orliński trafia w sedno na swoim blogu:
Głupio robiłby człowiek kierujący się przy wyborze smartfona lub tabletu tym, co wypisują chłopcy portalowcy w różnych sieciowych serwisach. Ich interesują głównie rzeczy, które dla użytkownika mają znaczenie drugorzędne – zygapiksele, ramoherce i nanobajty. Nie zauważają tego, co jest najważniejsze dla użytkownika: na przykład tego, jak łatwo znajdę i kupię interesującą mnie aplikację.
Apple po prostu postawiło na to, co jest najważniejsze dla przeciętnego użytkownika, czasem rezygnując rzeczy, na których brak będą narzekać “specjaliści”. Każda aplikacja sprawdzana przed wpuszczeniem do App Store? Brak “alternatywnych” miejsc do pobierania aplikacji? To rzeczy, o których zwykły użytkownik nawet nie ma pojęcia – bo on wie tylko tyle, że jak chce pościągać programy, to klika tę niebieską ikonkę i że nie znajdzie tam wirusów, porno i nikt go nie okradnie.
Poza tym aplikacje na Androida są brzydkie. W ogóle Android za ładny nie jest. Wygląda, jakby ktoś domyślnie włączył powiększanie czcionek dla słabo widzących.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.
Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na



