Jak część z Was pamięta, parę miesięcy temu zmieniłem styl blogowania i tylko troszkę wyprzedził mnie mój kumpel Paweł Nowak (tak naprawdę to ja wyprzedziłem jego, ale niedawno pozwolił mi korzystać czasem ze studia ABTV, więc sami wiecie). Od tej pory cała ta ascetyczna zabawa wcale a wcale mi się nie znudziła, a wręcz zacząłem namawiać kolejne osoby do takiej zmiany.
Ba – w ciągu tych paru miesięcy pojawiło się nawet kilku blogerów, którzy naszym wzorem (wcale tego nie ukrywając) przerobili swoje strony, ale potem w większości wrócili do “standardowego” blogowania. Dziś więc, w ramach promowania minimalizmu, zastanowimy się, które elementy blogów są na nich kompletnie niepotrzebne i stanowią tylko zapychacz miejsca.
- Najnowsze wpisy. Nie, nie chodzi o to, że nowe wpisy na Twoim blogu są całkowicie zbędne, chociaż znam kilku blogerów, którzy uczyniliby przysługę ludzkości, gdyby tak to odczytali. Mam raczej na myśli ten bloczek “Najnowsze posty” obecny w sidebarze masy blogów. Taka lista np. dziesięciu ostatnich tytułów wpisów. Jaki jest sens jej istnienia, skoro te wpisy i tak widać na głównej stronie bloga? To jedna z największych zagadek ludzkości, zaraz obok tego, jak to możliwe, że sok jabłkowy jest przejrzysty i tego, jak nazywa się to coś na końcu sznurówek.
- Ostatnie komentarze. Lista najnowszych komci dodanych gdziekolwiek na blogu. Ma średni sens, bo po pierwsze większość pozycji jest w połowie uciętych z braku miejsca. Po drugie, dyskusja stanowi całość i jej fragmenty wyrwane z kontekstu nic nikomu nie mówią. Po trzecie jesteś prawdopodobnie jedyną osobą, która na bieżąco chce czytać wszystkie komentarze, które pojawiają się na Twoim blogasku.
- Widget AdTaily wypchany autopromocyjnymi bloczkami. No wiesz, chcesz zarabiać więc wrzucasz boks z reklamami, ale nikt nie chce ich kupować, więc do środka wrzucasz 6 kwadratów “Kup tu reklamę!”. Albo jeszcze lepiej – hakujesz widget CSSem i wstawiasz ich 10! Cenę ustawiasz na 5 groszy, żeby żaden odwiedzający nie miał wątpliwości co do tego, co mu chcesz przekazać: “hej, na tym blogu nikt nie chce kupować reklam, muszę żebrać o każdą złotówkę”.
- Obrazki we wpisach – a przynajmniej część z nich. Od pewnego czasu nie dodaję zdjęć do tekstów, jeśli nie są one jego integralną częścią. Czyli jak piszę tekst o Booklecie, to owszem – wrzucam zdjęcia Bookleta. Tekstu, który właśnie czytasz nie opatrzę za to jakimś znalezionym na Flickr obrazkiem Creative Commons, przedstawiającym ręce na klawiaturze albo kostki do Scrabble z literkami B-L-O-G, a który ma służyć wyłącznie przyciągnięciu wzrokowców do przeczytania dużej ilości słów. Hint: zastanów się, czy naprawdę chcesz mieć czytelników, których musisz przyciągać do wpisów kolorowymi obrazkami.
- Niekończące się archiwum miesięczne. Lista miesięcy pisania bloga. No wiesz – klepiesz tekściki od 4 lat, więc gdzieś tam z boku jest lista 48 linków, bo a nuż ktoś będzie chciał przypomnieć sobie post, który wrzuciłeś 12 września 2005 przed kolacją. Bo kto by tam korzystał z wyszukiwarki, meh.
- Kretyńskie widgety. Nie wiedzieć czemu są blogerzy, którzy zapychają swoją stronę setką małych, kolorowych prostokącików, żeby poinformować ludzkość, jak wyglądają ich ostatni czytelnicy z MyBlogLog, co ostatnio wrzucili na Flickr, że mają konto na Linked.in i Wykopie oraz że ich blog jest wart 1283 złote. Prawdopodobnie niedoścignionym guru tego nurtu jest Krzysztof Urbanowicz.
- Chmura tagów. Zapamiętaj – nikt nie korzysta z chmury tagów. Zapamiętane? Jeśli nadal jesteś skupiony, możesz w ramach bonusu zapamiętać jeszcze: nigdy nie używaj Comic Sans i nie korzystaj z domyślnych ustawień Bevela (Płaskorzeźby) w Photoshopie.
- Poetyckie tagline z inwersją językową. Poradnik: jak zrobić pretensjonalny i pseudointelektualny tytuł bloga? Najpierw znajdź jakiś fajne hasło, na przykład: “Skrawki słów”. Potem koniecznie dodaj do niego słowo “życie”, w stylu: “Moje życie w skrawkach słów”. Na koniec wisienka na szczycie tortu tortury: zastosuj inwersję językową. W efekcie otrzymasz coś w rodzaju: “Życie moje w słów skrawkach”. Genialne.
Mógłbym jeszcze pisać o kolorowych tłach, zbędnych grafikach, ale zatrzymam się na tych ośmiu najbardziej irytujących mnie sprawach. Tekst i tak jest długi, a przecież nie ma w nim obrazków. Jeżeli przeczytaliście od deski do deski to współczuję – teraz w ramach odprężenia pooglądajcie sobie zdjęcia :)
Sponsorem playr jest Sklep HP, w którym znajdziecie czołowe modele komputerów i akcesoriów firmy Hewlett-Packard. Laptopy, drukarki, PDA, futerały, torby, monitory, tonery w rozsądnych cenach… Sprawdź ofertę już teraz!





