Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.

Autor

Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na Twitterze też jestem.

Menu

Ja na Facebooku
Fanpage playr
O autorze
Ding.pl
12:33

5 głupich rzeczy, które robią ludzie budując swój wizerunek w internecie

Serwisy społecznościowe to narzędzia budowania wizerunku. W realnym świecie ciuchy, sposób mówienia, fryzura służą pokazaniu światu, kim chcemy być. Nie kim jesteśmy, bo to wiemy tylko my sami. Dokładnie tak samo jest w internecie – tylko narzędzia są inne. Profile w serwisach, zdjęcia profilowe, opisy zainteresowań, strony-wizytówki i blogi – to są rzeczy, które służą nam do budowania wizerunku.

Dziś w serii “hejterskie porady na blogu playr” zajmiemy się rzeczami, których NIE należy robić, bo jedyne co mogą wywołać to to, że Wasi znajomi będą Was uważali za debili.

Lecimy po kolei, od kropek. Wybrałem pięć rzeczy, które irytują mnie najbardziej i jednocześnie są bardzo powszechne.

  • Pisanie o sobie w trzeciej osobie. Cholernie powszechne. Wbijam na jakiś blog, klikam “O mnie”, a tam autor przedstawia się w trzeciej osobie. Zamiast “jestem Stefan i lubię placki” czytam “ma na imię Stefan, jest uczniem liceum i fascynatem placków”. No właśnie – oczywiście obowiązkowe jest użycie słowa “fascynat”, bo to jest cool.
  • Tworzenie swojej oficjalnej strony. Ej, serio. Są ludzie, którzy robią sobie w internecie wizytówkę czy inny homepage i podpisują ją “oficjalna strona Jana Nowaka”. Albo “oficjalny blog”. Zapamiętajcie sobie: dopóki nie będziecie znanym muzykiem, politykiem albo aktorem, a ludzie nie będą Wam robić stron nieoficjalnych, to nie róbcie tak. Bo to śmieszne.
  • Bycie CEO swojej strony www. Jak już jesteśmy przy absurdach – autentycznie, są ludzie, którzy w profilu na GoldenLine wpisują sobie swój blog (czy jakąkolwiek inną indywidualną działalność) jako miejsce zatrudnienia, a w pole “stanowisko” wklepują “CEO”. To brzmi dumnie. Naprawdę, są tacy, którzy robią to zupełnie serio! Przy okazji – nawet jeżeli jesteście liderem ogromnego, 4-osobowego teamu webdesignerów, to wpisywanie sobie w CV “CEO” jest żenujące.
  • Zdjęcie profilowe z filtrem z Photoshopa. Taka sytuacja – wbijacie na czyjś profil na Facebooku a tam “zamaskowana” fota. Znaczy niby on, ale z nałożonym fotoszopowym filtrem, który robi z jego zdjęcia płaskorzeźbę czy inny pop-artowy szit. Wiecie co mam na myśli. Skąd bierze się coś takiego? Nie wiem. Jedni są brzydcy i chcą to zamaskować. Innym pewnie się wydaje, że będą wtedy cool. Cholera wie – tak czy siak, jak nie chcecie pokazać buźki, to lepiej sobie wstawić kwiatka w awatar. A jak chcecie, to nie ryjcie po niej (buźce) szopem. Proszę.
  • Wpisywanie wszystkich swoich imion do profilu. No wiecie. Wasza znajoma chce Wam powiedzieć, że już nie jest Kryśką Iksińską. Teraz jest Krystyną Marią Katarzyną Iksińską. Koniecznie bez zdrobnień. Dlaczego tak robi? Bo myśli, że to jej doda powagi? Szeroko rozpowszechnione na NK, pojawia się też na Facebooku. To nie jest “powaga”, to jest “parodia” – też na P.

Oczywiście to tylko drobna część rzeczy, które przy budowaniu wizerunku w internecie są tym, czym noszenie skarpetek do sandałów w realnym świecie. Na pewno macie więcej równie hejterskich przykładów – wrzucajcie je w komcie.


© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.