Wyobraź sobie taką sytuację – wyłączasz komputer, idziesz spać. Albo nie idziesz spać, w każdym razie – robisz coś innego. Po jakimś czasie odpalasz go, system się wczytuje… wczytuje… i nic. Reset – to samo. Wsadzenie płyty z systemem i standardowe sprawdzenie dysku – komunikat o tym, że dysk jest uszkodzony i jedyna opcja to format. Nie da się przeinstalować samego systemu, można najwyżej przywrócić go z backupu.
Niemożliwe? Komputery nie psują się same z siebie? No to co Wy na to, że w ciągu ostatnich 3 miesięcy zdarzyło się to najpierw Dominikowi, któremu sprzedałem MacBooka Air, niedawno koleżance koleżanki, a parę dni temu mnie?
Co ciekawe, naprawa tego jest całkiem prosta, choć czasochłonna. Dysk nie jest bowiem uszkodzony w żaden fizyczny sposób. Potrzeba tylko mieć pod ręką dysk USB o rozsądnej prędkości (5400 rpm starczy) i większej pojemności niż nasz.
Szybka instrukcja “jak to naprawić”: odpalasz komputer z płyty z systemem (alt przy starcie). Następnie instalujesz system… na dysku zewnętrznym. Potem go odpalasz i przy starcie tej świeżej kopii Mac OS prosisz, żeby przeniósł dane z innego dysku – wybierasz oczywiście ten ze swojego komputera. Czekasz kilka godzin a Mac przenosi na dysk zewnętrzny całą swoją “duszę” – ustawienia, programy, konfig. Potem odpalasz system z płyty jeszcze raz, wybierasz uszkodzony HDD i wgrywasz na niego obraz z dysku zewnętrznego.
Tyle jeśli chodzi o naprawę. Teraz pytanie – dlaczego to dzieje się samo z siebie? Nie znam się na dyskach ani na systemach plików, może ktoś ma jakieś pomysły? Co może powodować takie “uszkodzenie”?
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.
Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na



