Mimo, że film reżyseruje twórca mojego absolutnie ukochanego filmu (czyli “Fight Club”), to cały czas mam wrażenie, że to skok na kasę (“zaróbmy trochę kosztem popularności Facebooka!”), a produkcja będzie najzwyczajniej w świecie nudna. Z całego trailera ciekawa była tylko scena na końcu w sądzie (“Which part?”).
Czy tylko mnie się wydaje, że to się ogląda jak parodię? :)
15 lipca, 20:56





