Kontrowersje wokół Flipboard na iPada

Flipboard, świetna aplikacja o której pisałem ostatnio, zrobiła wokół siebie chyba więcej szumu (niekoniecznie pozytywnego), niżby twórcy chcieli. Okej – program jest super, wygląda świetnie i może zmienić sposób czytania treści polecanych przez znajomych… ale to chyba dzięki świetnie przygotowanemu wideo promocyjnemu i dobrze zaplanowanemu kontaktowi z mediami efekt wyszedł taki, że… z aplikacji nie da się korzystać. Najpierw serwery zaczęły się wysypywać a potem twórcy zrobili update, w którym… kazali zapisywać swoje maile “do kolejki”, żeby móc w ogóle podpiąć pod Flipboard swoje konto Twitter i Facebook.

Efekt? Ocena w App Store spada, bo ludzie oceniają aplikację na “1″, jako niezdolną do pracy. Ale to dopiero początek. Paweł Nowak w komentarzach donosi, że aplikacja może naruszać prawa autorskie. Dlaczego?

Według informacji Gizmodo Flipboard korzysta ze źródeł w dość specyficzny sposób. Nie pobiera treści np. przez RSS (gdzie zwykle widać tylko zajawkę artykułu), ale “wycina” ją ze strony podobnie jak np. funkcja Reader w Safari 5. Efekt jest taki, że czytamy w aplikacji artykuł z jakiegoś serwisu, ale bez wchodzenia na jego stronę czy nawet oglądania reklam, co może irytować wielu twórców. Flipboard wprawdzie i tak pokazuje zajawki i odsyła na www, ale generujący treść nie ma nad tym żadnej kontroli.

Sam uważam, że trochę wtopili. Najpierw dużo szumu, godna podziwu akcja marketingowa a teraz… od dwóch dni nie jestem w stanie sprawdzić, czy jest się czym podniecać. Mam nadzieję, że szybko sobie z tym poradzą.

24 lipca, 10:00

© 2009-2012 playr. Traktowanie bloga serio grozi kalectwem.
RegulaminAutor RSS Facebook