Od jakichś dwóch tygodni korzystam z GelaSkina na iPada. Fanom Apple (i nie tylko) zapewne ta marka jest dobrze znana, bo produkują oni chyba najlepsze na rynku naklejki do ozdabiania gadżetów – a na pewno najbardziej dizajnerskie. Do iPodów, MacBooków, iPhone i konsol, doszedł ostatnio iPad. Gadżet do testów wysłał sklep GelaSkins Polska.
Okej, od początku. GelaSkina dostjemy w dużej, płaskiej paczce – obie naklejki (na przód i tył) są na jednym kartonie, więc zajmuje on większą powierzchnię, niż dwa iPady położone obok siebie. Niezbyt wygodne, ale to szczegół.
Jak możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, iPadowe GelaSkiny mają dwie części – na tył i przód urządzenia. Do tego w zestawie z przednią częścią mamy tapetę na ekran (do pobrania na stronie GelaSkins.com, albo po ściągnięciu aplikacji z App Store). Wygląda to tak:

Instalacja ;)
Zanim jednak nasz iPad będzie wyglądał tak, jak na zdjęciu, musimy naklejkę na nim umieścić. Po pierwsze polecam ten sam sposób naklejania, co w przypadku folii na ekran – czyli zaparowanie łazienki celem oczyszczenia powietrza z wszelkiego syfu. Potem możemy zabierać się za klejenie.
Zacząłem od pleców. Problem jest taki, że jeśli chcecie swoją naklejkę umieścić prosto, to musicie być bardzo cierpliwi. Jej powierzchnia jest oddalona ok. 1 mm od krawędzi urządzenia, ale dopasowanie wszystkiego dokładnie to straszna mordęga. U mnie wymagało to kilku prób, ale w końcu się udało. Plus w tym wypadku jest taki, że mimo, iż powierzchnia iPada jest zaokrąglona, to jest na tyle duża, że nie zostają żadne “fałdki” – w przeciwieństwie do GelaSkina na iPhone, gdzie zawsze po rogach naklejka się “podwijała”. Tu nie ma tego problemu absolutnie.
Jeśli chodzi o przód – tutaj klejenie jest prostsze, bo zaczynamy od przyłożenia GelaSkina do przycisku Home, a potem już jest z górki.

Wygląd
Podobnie jak wyżej, oddzielnie ocenię przód i tył urządzenia. GelaSkin naklejony na “plecach” iPada wygląda świetnie – naklejka jest duża, ładna i kolorowa. Widzicie zresztą na zdjęciach – nie ma się do czego przyczepić.
Inaczej jest z naklejką na przód – ta nie przypadła mi do gustu. Na zdjęciach wygląda oczywiście super, ekstra komponuje się z załączoną tapetą. Niestety, wystarczy, że wyłączymy ekran, a ramka wokół niego będzie trochę… dziwna. Bo w sumie nie wiadomo co przedstawia. Jeszcze gorzej jest, jeśli włączymy jakąś aplikację – w tym momencie wszystko zaczyna się “paćkać”, ramka to bowiem fragment jednego obrazka, a w środku mamy jeszcze kolorowy program.
Ja jakieś 2 dni temu pozbyłem się przodu, zostawiając sobie tylko wlepę z tyłu – to chyba wiele wyjaśnia.

Względy praktyczne
Po pierwsze – naklejka jest wykonana z tego samego materiału, co zawsze. Jeśli nie znacie GelaSkinów – nie jest to zwykła, papierowa wlepka, tylko gruby, gumiasty materiał, którego nie da się podrzeć. Na pewno dobrze chroni przed zarysowaniami, ale nie ukrywajmy, że jeśli iPad spadnie nam na beton, to jeśli ma pęknąć, to prawdopodobnie pęknie niezależnie, czy mamy GelaSkina, czy nie.
Druga sprawa – iPada naprawdę dobrze się trzyma z naklejką. Jej powierzchnia jest gładka, ale nie śliska, dzięki czemu tablet leży w dłoni lepiej, niż bez GelaSkina. Nie jest to jakieś szczególne wariactwo, ale na pewno uchwyt jest pewniejszy.
Ocena
GelaSkin na iPada kosztuje ok. 90zł w Polsce. Sporo. Jakość wykonania jest jednak super, chociaż szkoda, że nie sprzedawana jest tańsza wersja tylko na tył. Na pewno iPad wygląda z takim skinem świetnie i oryginalnie, ale jednocześnie warto dobrze zastanowić się nad wyborem wzoru, żeby ten zakupiony szybko nam się nie znudził.






