Jak bowiem inaczej wytłumaczyć kilka faktów:
- Poprzednie modele iPhone miały rozdzielczość 320×480, nowy ma 960×640. Jeżeli odpalimy niedostosowaną do czwórki aplikację na najnowszym telefonie, to oryginalne grafiki zostaną wprawdzie rozciągnięte, ale już czcionki się odpowiednio powiększą, elementy interfejsu z SDK (wszelkie domyślne przyciski itd.) również. Na iPadzie to nie działa – zarówno obrazki, elementy interfejsu jak i czcionki przy powiększeniu się brzydko “pikselizują”. Czyli – da się, ale na iPadzie jest to wyłączone.
- Aplikacje w iOS 4.0, jak rozumiem, korzystają z większych rozmiarów ikon (właśnie z powodu większej rozdzielczości w iPhone 4). Mimo to, jeśli wrzucimy taką aplikacje na iPada, to na tablecie nadal będziemy widzieli małą, ale brzydko rozciągniętą ikonę.
- Aplikacje w pełni przystosowane na iPhone 4, czyli przygotowane w rozdzielczości 960×640, na iPadzie wyświetlają się zawsze w “starej” rozdzielczości – 320×480. Jeżeli je powiększymy, nie otrzymujemy “ostrej” wersji w dużej rozdzielczości, tylko małą i rozmytą. Czyli – developer powiększa aplikacje, a system z iPada – jeśli wybierzemy widok pełnoekranowy – ją najpierw zmniejsza (sic!) a potem rozciąga.
Przyznam, że nie do końca to kumam. Wiem, że Apple zależy na tym, żeby developerzy chętnie robili wersje iPadowe swoich aplikacji, ale czy sposobem na to ma być “sztuczne” pogarszanie jakości tych iPhone’owych? A może to po prostu problem kompatybilności i w momencie wydania 4.0 na iPada tablet zacznie korzystać z bogatych możliwości “dużych” programów z iPhone 4? Czy tylko mnie ta druga opcja wydaje się być raczej naciągana?





