Ostatnio mało pisałem, ale za to byłem w kinie. Późno bo późno, ale “zaliczyłem” Robin Hooda. Strasznie się zawiodłem, chociaż zaczyna się ok. Bohater: trochę pozbawiony sensu życia, rozpamiętujący wojenne zbrodnie przeciwko biednym innowiercom. Jak w “Ostatnim Samuraju”, ale potem zamiast epickiej przemiany, walk na miecze i wyciskania łez mamy jakieś jeżdżenie na koniach w te i wewte bez sensu. Następny (po “Sherlocku Holmsie”) duży budżet zmarnowany przez gówniany scenariusz.
Recenzja: Robin Hood « "Robin Hood" – WTF? « Blog użytkownika popydo
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.
Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na



