Ponieważ na iPadzie czytam wszystko, co mi wpadnie w łapki, to zacząłem czytać Dana Browna. Chciałem skrobnąć trochę o czytaniu na iPadzie, ale nie powstrzymałem się przed tym, żeby przy okazji napisać parę słów o twórczości Dana.

Do tej pory miałem do czynienia tylko z filmami, obydwoma. “Kod Da Vinci” mi się nie podobał, głupawy był. Bohater ma kompleks Batmana – studnia itd. – i rozwiązuje jakieś durne zagadki, ale przerywa mu Gandalf, który wyjaśnia całą Tajemniczą Historię, a potem już nikt nie wie o co chodzi. Miałem wrażenie, że zabrakło czasu, żeby w filmie pokazać całą zagmatwaną i naciąganą historię. Ale był ładnie zrobiony.
Za to “Anioły i Demony” mnie zachwyciły jako film przygodowy. Ciekawy scenariusz trzymający w napięciu (choć momentami przewidywalny), świetna scenografia i klimat Watykanu. Naprawdę, solidny i fajnie zrobiony film.
Wracając do początku – zacząłem czytać książkę i póki co… mam wrażenie, że umiejętności pisarskie autora są co najwyżej średnie. Niby da się czytać, ale czuję trochę klimat debiutanckiej powieści 16-latka, z trochę kiczowatymi chwytami scenariuszowymi rodem z powieści fantasy Knaaka.
Zobaczymy co dalej. W sumie od początku nie oczekiwałem zbyt wiele, ale liczyłem jednak na większy kunszt. Tak czy siak, nadal nie odpowiedziałem sobie na pytanie, czy większymi głupkami są ci, którzy traktują powieści Dana z namaszczeniem i wierzą w każdą jego teorię spiskową, czy ci, którzy z pianą na ustach krzyczą do wszystkich wokół, jak bardzo go nienawidzą (jeszcze bardziej niż Coelho i Rowling – swoją drogą, “Harry Potter” to świetne książki młodzieżowo-detektywistyczno-przygodowe są).
Co do czytania na iPadzie – jest super. Serio. Nie potrafię porównać tego do papieru elektronicznego, bo nie miałem z nim nigdy większej styczności (poza tym, że wydaje mi się jakiś dziwny, jakby “rozmokły”). Oceniam tylko to, jak mi się czyta, a “iPada” czyta mi się lepiej niż książkę.
Dlaczego lepiej? Po pierwsze, nie mam żadnych problemów z czytaniem na ekranie. Może to moje przyzwyczajenie do komputera, ale nie odczuwam żadnych efektów ujemnych, bolących oczu i tak dalej.
A plusów jest masa. Od tych wiadomych – wyszukiwanie w treści książki, którego w papierowych nie ma (niestety), zmiana wielkości fontów – po te zauważalne w praktyce – chociażby to, że jak się nie trzyma iPada, to się nie zamknie ;) Wbrew pozorom, to bardzo istotne – można położyć przed sobą gadżet i czytać, nie trzeba go trzymać cały czas.
Dodatkowa kwestia – książki są w formacie ePub, a nie jakimś specjalnym-applowym (całe szczęście). Dlatego źródeł ich zdobycia jest masa – od darmowych repozytoriów klasycznych tytułów po polsku, po masę sklepów internetowych z ebookami, oferujących książki właśnie w tym formacie. Jeśli macie PDF, to też nie ma sprawy – są do tego odpowiednie “konwersatory” konwertery, które – przynajmniej w moich doświadczeniach – radzą sobie całkiem fajnie (chociaż widać różnicę w “składzie”).
iPad jako czytnik książek – bdb.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.
Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na



