Wreszcie, długo oczekiwana, makowa wersja aplikacji Kindle, jest dostępna. Wygląda na to, że firma kontynuuje wykorzystywanie platform Apple do konkurowania z… Apple.
Sama w sobie aplikacja jest prosta, ale sympatyczna. W sumie trochę dziwi, że powstawała tak długo. Z drugiej strony – ma spełniać bardzo prostą rolę (wygodnego czytnika naszych Amazonowych zakupów), więc nie ma co oczekiwać cudów.
Bardziej ciekawi mnie strategia firmy w obliczu zbliżającej się premiery iPada (swoją drogą – mój już zamówiony i zapłacony ;)). Wygląda na to, że bezpośrednia konkurencja iBooks Store będzie dostępna na Maku, iPhone i… iPadzie – i do tego na wszystkich za darmo, dzięki freeware’owym aplikacjom.
Ciekawe w tym wszystkim jest to, że firmy według mnie niekoniecznie konkurują na polu hardware. W końcu oba urządzenia dość znacznie się różnią i uderzają mimo wszystko w inny target. Jeśli ktoś potrzebuje tylko czytnika książek, prawdopodobnie nie kupi iPada. Jeśli ktoś chce mini-komputer do internetu, aplikacji i gier – raczej nie zrezygnuje z gadżetu Apple na rzecz Kindle.
Inną sprawą jest konkurencja na rynku sprzedaży. Na pewno Apple i Amazon będą się starać walczyć ilością materiału, ceną czy różnorakimi bonusami – czyli, jakby nie patrzeć, jako użytkownicy tylko na tym zyskamy.
(foto)

