Z pokazanych dziś statystyk wynika, że na Twittera jest dziennie wysyłanych 50 milionów statusów. To dużo. Ogrom wręcz.
Aż trudno uwierzyć, że nadal istnieją takie kraje jak Polska, gdzie świadomość czym jest ten serwis jest de facto znikoma.
Bo jest znikoma. Pamiętacie świetną reklamę Now Network? Jeśli nie pamiętacie, to obejrzyjcie, bo warto (poniżej). Najbardziej zainteresował mnie fragment o Twitterze. “(W tym momencie) 233 000 ludzi po prostu twittuje na Twitterze. 26% oglądających to nie ma pojęcia, co to znaczy“. Nie wiem, skąd te dane, ale jestem skłonny uwierzyć. W Polsce na pewno będzie to liczba jeszcze większa – może ze 3 razy. Po prostu dla, korzystających z internetu na co dzień, coś takiego jak mikroblog może być już “normalne” i “zwyczajne”, ale… jesteśmy raczej wyjątkiem.
Dlaczego wielu ludzi nie rozumie, co to jest Twitter? Prosty eksperyment – wytłumaczcie internetowemu laikowi, który myli “zarejestrować” z “zalogować” i protestuje przeciwko reklamom na Naszej-klasie, czym jest Twitter. Wyobraźcie sobie, w jaki sposób byście mu to tłumaczyli. Ciężko, nie? A teraz wyobraźcie sobie pytania: “ale po co?”, albo po prostu stwierdzenie, że to “bez sensu” – bo tak.
Spójrzcie na reakcję milionów Polaków na wprowadzenie “Śledzika”. Dlaczego protestowali? Bo nie rozumieli, co to jest. Oczywiście, NK była trochę naiwna, wierząc, że każdy z zainteresowaniem obejrzy 2-minutowy filmik instruktażowy. Prawda jest jednak taka, że ludzie byli pewni, że to jakiś czat, ale nie bardzo wiedzieli, dlaczego widzą w nim tylko niektóre wypowiedzi i dlaczego “rozmowa” nie składa się w logiczną całość.
Debile? Niekoniecznie, przecież nikt im tego nie wytłumaczył.
50 milionów twittów dziennie to masa, ale nadal w wielu krajach – takich, jak nasz – real time web, mikroblogi i tak dalej, są po prostu niszą. Zastanawiam się, jak to będzie wyglądało ze zmianami. Może zanim u nas będziemy świadkami prawdziwego “boomu” na tę formę komunikacji, to będzie już ona przestarzała, bo powstanie coś jeszcze nowszego? ;)
Trzeba sobie powiedzieć – jesteśmy zacofani i musimy z tym żyć. Dlatego nie ma co w naszym kraju podniecać się tymi 50 milionami, tak samo, jak nie ma co się podniecać case’ami marketingowymi Facebooka czy Twittera, pochodzącymi z USA. Nasze poletko jest zupełnie inne, wiedza naszych rodaków na zupełnie innym poziomie, potencjał tych form komunikacji – inny. Nawet nie “gorszy”, po prostu “inny”. Przy okazji tych rozważań chciałbym Wam przekazać po prostu jedno – musimy patrzeć na rynek zachodni, wzorować się na nim i korzystać z wiedzy przez nich nabytej, ale mądrze – bo sami żyjemy w zupełnie innej bajce.
A cały ten powyższy elaborat jednym zdaniem: z tym wszystkim wcale nie jest tak różowo, jak się może wydawać :)


KosciaK
“w wielu krajach – takich, jak nasz – real time web, mikroblogi i tak dalej, są po prostu niszą”
Obawiam się, że w Polsce najzwyklejsze blogowanie to dla bardzo wielu osób jeszcze coś dziwnego…
A z drugiej strony to jestem ciekaw jak Polska stoi na Twitterze. Czy przypadkiem nie ma tak, że polskich twittnięć nie ma więcej niż blipnięć, flaknięć i buzznięć. Jest trochę osób mikroblogujących tylko na Twitterze a nie w polskich serwisach.
Green
Przesadzasz – narodowa tragedia bo nie Twitterujemy ?
Zapatrzyłeś się chyba za bardzo w amerykę … jakie realne korzyści daje Ci Twitter? Ja takowych dla siebie nie widzę. Nie mam czasu by tracić go na poinformowanie całego świata, że właśnie idę do kibla. A i świat ma to w …. :)
A tak bardziej serio może po prostu bardziej cenimy sobie naszą prywatność i nie jesteśmy tak ekshibicjonistycznym społeczeństwem.
Twitter to narzędzie – widać, że po prostu dla nas mało przydatne. W tym wypadku to bardziej narzędzie kreuje potrzebę niż odwrotnie. Jakoś przez tyle lat ludzie potrafili doskonale obywać się bez “statusów”. Teraz rozmowę, kontakt bezpośredni usiłuje zastąpić się takimi “wynalazkami” …..
Paweł Opydo
Ja tego nie napisałem :]
Po tym zdaniu już widać, że nie wiesz jak ludzie wykorzystują mikroblogi, i polegasz na obiegowej opinii: “wykorzystują do pisania, co zjedli na śniadanie” :)
Brrrr, to jest taki “argument”, na którego dźwięk mnie zawsze telepie. Kiedyś ludzie nie mieli też telefonów, telewizorów, radia, ogrzewania centralnego, żarówek, samochodów, rowerów i czteropaków piwa – ale jakoś żyli ;)
Przy okazji – o telewizorze, wcześniej radiu czy telefonie, też mówiono, że to coś, co zabija kontakt międzyludzki. Ale jakoś ludzie nie zamknęli się w domach i nie komunikują się tylko i wyłącznie przez telefon. Przez internet też nie :)
Wybacz – po prostu mam uczulenie na wszelkie przejawy wieszczenia Światowego Upadku Kontaktów Międzyludzkich, który kiedyś miał być spowodowany e-mailem, potem komunikatorami, a teraz mikroblogami :)
Green
No zgadza się zupełnie nie wiem jak ludzie wykorzystują mikroblogi. Próbowałem tego użyć do czegoś sensownego ale ilość śmiecia jaką zostałem zasypany powaliła mnie, przykryła z głową i już się z pod niej nie wygrzebałem.
Ale chętnie się dowiem: pokaż jakiś sensowny przykład – 90 % (jak nie więcej) to śmieci …
A co do upadku kontaktów międzyludzkich – może tego po prostu nie zauważasz zapatrzony w monitor komputera, telewizor i zagadany przez komórkę ? Pewnie też tego nie odczuwasz bo po prostu sposób kontaktu JUŻ uległ zmianie. Winny pewnie tryb szybki życia (albo jak kto woli wyścig szczurów), a technika tylko to wspomaga. Jak masz jakąś babcię/dziadka to zapytaj – przekonasz się jakie mają zdanie na ten temat ….
Zastanów się jak często odwiedzasz jakiś znajomych w domu (nie mówię o najbliższych) i czy z tej okazji wyłączają oni telewizor hm ?
Blipnięcia … flaknięcia … twitnięcia … buzznięcia …. brrr
Paweł Opydo
Ogólnie 90% internetu to są śmieci. Ale jedyną rzeczą, w jakiej możesz szukać winy za to, jest Twój własny brak umiejętności filtrowania informacji. W internecie po prostu trzeba umieć się poruszać. Brak tej umiejętności prowadzi do wypaczeń w rodzaju słynnych już poglądów red. Żakowskiego.
Mówię – z teoriami na temat upadku obyczajów nie ma sensu dyskutować. Jeśli ktoś uważa, że technologia przeszkadza mu w kontaktach międzyludzkich, to jest jego problem :) I proszę – nie imputuj mi, że jak się z Tobą nie zgadzam, to dlatego, że czegoś nie dostrzegam.
Jako ciekawostkę podam tylko, że introwertyzm i ekstrawertyzm (jak dowiodło kilka niezależnych badań) jest analogiczny “w realu” i w Sieci. Czyli – osoby aktywne w społecznościach wirtualnych są również aktywne w życiu, a osoby, które stronią od “wirtualnego” towarzystwa, stronią również od tego “realnego”. To są fakty – ale nie zabraniam nikomu wierzyć w legendy o tym, że internauci tylko siedzą w domu, pociągają z butelki z piwem i oglądają porno :)
Swoją drogą – moi znajomi w większości nie oglądają telewizji, a już na pewno nie przy mnie, bo umawiamy się, żeby porozmawiać, a nie wgapiać się w ekran :) W większości są to osoby zawodowo związane z Siecią – i rozmawiają ze sobą w realu, dziwne, nie? ;)
f055
“Trzeba sobie powiedzieć – jesteśmy zacofani i musimy z tym żyć. ”
To jest jedno z bardziej trafnych zdań jakie przeczytałem w polskiej blogosferze od lat. Jak również to, co następuje dalej.
Nasz rynek jest inny, co nie znaczy, że gorszy. Tak naprawdę jest lepszy, bo mniej nasycony. Nie musimy mieć kompleksów. I nie musimy ślepo zapatrzać się w USA. Owszem, to co teraz jest tam na fali do nas dotrze później. I nigdy nie będziemy na bieżąco. Ale u nas dzieją się inne rzeczy nad którymi należy się skupić.
Pewna grupa blogerów wytworzyła obraz taki, że w Polsce zrobi się drugie Palo Alto. I że to co w USA to i u nas. Bo prościej kopiować newsy z zagranicy niż wynajdywać niszowe polskie serwisy i wysilić swoje palce by napisać tekst o nich, który da się przeczytać. Bo one są małe, nieistotne itp.
A prawda jest taka, że choć wszyscy mówią, że czekają na polskie serwisy, to nikt nie interesuje się tymi, które powstają. Wszyscy oczekują ‘overnight success’, odpalenia serwisu i tysięcy użytkowników z miejsca. A to tak nie działa.
Jedyna rzecz warta skopiowania z USA już teraz to te wszystkie małe blogi i mikroblogi piszące opinie o różnych niszowych serwisach. Buzz rośnie, po przekroczeniu pewnej bariery przedostaje się do większych, itd. U nas mam często wrażenie jakby istniała pewna bariera w stylu “mam duży blog, jesteś za mały bym o tobie pisał” :P Good luck with that ;)
Paweł Opydo
I właśnie to jest to – z jednej strony musimy “tam” patrzeć, bo wiadomo, że to, co jest w internecie na zachodzie, prędzej czy później będzie też u nas. Ale jednocześnie – nie możemy patrzeć ślepo, bo to “u nas” będzie z opóźnieniem, z odpowiednimi zmianami “kulturowymi”, w innej skali… i tak dalej.
Green
Czyli rozumiem że nie potrafisz podać sensownego przykładu wykorzystania mikroblogów ?
I winna jest temu oczywiście moja nieumiejętność filtrowania informacji i nieumiejętność poruszania się w internecie :)
Superrr …. Wiesz – tak się składa, że tematami wyszukiwania/filtrowania informacji zajmuję się zawodowo. I to nie od dziś – pierwsze narzędzia do tego celu tworzyłem jeszcze przed czasami Google …. ale co ja tam mogę wiedzieć prawda ?
Co do tematu zmiany obyczajów – rozejrzyj się dookoła jakie jest społeczeństwo i nie sądź tylko Twoją miarą. Z tego co piszesz to śmiem twierdzić, że nie bardzo reprezentujesz “przeciętnego kowalskiego” czy przeciętnego polskiego internautę (a nawet na pewno skoro używasz mikroblogów:) )
Teza, że brak wpływu Internetu na kontakty ludzkie jest nie do obronienia. I wpływ ten moim zdaniem jest in minus. Japońskie badania psychologów (wprawdzie sprzed paru lat – ale oni szybciej “asymilują” technologię) wskazują na wyraźne pojawienie się zależności przenoszenia kontaktów z realnych na wirtualne. Im ktoś ma więcej wirtualnych znajomych tym więcej poświęca im czasu a mniej ma relacji “w realu”. I poniekąd widać to też już u nas.
A ubolewanie nad tym, że ludzie nie używają twitter’a, śledzika (czy innej zakąski) bo “nikt im tego nie wytłumaczył”, że z tego powodu “jesteśmy zacofani i musimy z tym żyć” jest cokolwiek śmieszne.
Nie używają bo po prostu nie mają takiej potrzeby ! Jakoś gdy niejaki Łukasz F. wpadł na pomysł aplikacji sms-express której interfejs nie należał do prostych i łatwych w obsłudze to szybciutko ona się rozpowszechniła. Mimo, że społeczeństwo miało mniejszą umiejętność obsługi komputera niż obecnie – dlaczego? Bo program zaspokajał konkretną potrzebę.
Paweł Opydo
Wolałem nie podawać, bo nie o tym jest dyskusja. Ale proszę bardzo: korzystając z Blipa (bo tam jestem aktywny, na Twitterze niezbyt), dowiaduję się o problemach komunikacyjnych w Krakowie, o ciekawych wydarzeniach kulturalnych na mieście, mam do dyspozycji praktycznie 24h/d “społeczny” support do problemów z komputerem, ale też wszelakich innych pytań Q&A, dyskutuję i czytam wpisy specjalistów z branży (dzięki temu jestem zawsze na bieżąco), czytam relacje live z konferencji, na których nie mogę być, umawiam się na blipowe imprezy… No właśnie – znów użytkownicy mikroblogów są bardzo aktywni “w realu” – wystarczy wspomnieć wszelkie blipiwa, blipkina, bliprpg, blipteatry i tak dalej.
Tym bardziej dziwi Twoja postawa. Wiesz na pewno, że 90% internetu to śmieci, a informacje trzeba filtrować. Dlaczego więc doświadczenie nie podpowiada Ci, że mimo, iż 90% Twittera to faktycznie “szit”, to nie oznacza, że te 10% to nie jest ogromna wartość dodatnia.
Internet ma to do siebie, że jest łatwo “filtrowalny”. Na Twitterze czy Blipie sam wybierasz, jakie informacje chcesz otrzymywać a jakie ignorować. Dlatego “globalny” procent mało wartościowych informacji de facto Cię nie interesuje – nie ma po prostu praktycznego znaczenia, bo i tak one do Ciebie nie docierają, jeśli nie zechcesz.
No właśnie – a ja czytałem zupełnie inne badania, które dowodziły czegoś odwrotnego :) Podchodziłbym też z dystansem do różnic kulturowych – jestem w stanie uwierzyć, że w Japonii tak to wygląda, ale oni mają ZUPEŁNIE inne podejście do technologii, niż my.
Pewnie, że jest. Nic takiego nie napisałem ;) Nie ubolewam, tylko po prostu stwierdzam fakt. To my – twórcy i marketingowcy – powinniśmy zauważyć, że w Polsce rynek wygląda po prostu inaczej i wszystko dociera do niego po pierwsze później, a po drugie po odpowiedniej modyfikacji.
Nieprawda. Jeszcze rok czy dwa temu mógłbyś to samo powiedzieć o Facebooku. Serwis o ogromnej popularności w Stanach w Polsce był mega-niszowy. Też można było stwierdzić, że Polacy “nie maja potrzeby” go używać. A prawda jest taka, że po prostu ta “fala” dotarła do nas później. Teraz Facebook rośnie u nas tak szybko, jak nigdzie indziej.
Twierdzisz, że tylko my, Polacy, korzystamy z serwisów zaspokajających potrzeby, a np. w USA korzysta się z serwisów, których się nie potrzebuje? :) To jakiś absurd ;) W USA masa ludzi korzysta z Twittera, bo on właśnie zaspokaja jakieś ich społeczne, komunikacyjne potrzeby. U nas też tak będzie – po prostu musimy się z mikroblogów nauczyć korzystać. Tak jak kiedyś z maila albo z blogów.
KosciaK
@Green
Blogi to też w 90% śmieci (emo nastolatkowie i spamblogi będące zapleczem SEO). I co z tego wynika? Nic! Jakoś spokojnie wszyscy w blogosferze się odnajdują (jak widzę ty chyba też). Wystarczy czytać to co nas interesuje.
Na mikroblogach jeśli nie zaczniesz samemu obserwować konkretnych osób (lub tagów) to masz zupełną ciszę. Szum sam z siebie się nie pojawi. Jeśli zostałeś zasypany górą śmiecia to tylko znaczy, że sam, świadomie wybrałeś mocno zaszumione źródła informacji.
Paweł Opydo
@Green – swoją drogą – poza tematem – wielkie dzięki za te komentarze, taka dyskusja (merytoryczna i bez flame, mimo odmiennego zdania) zdarza się rzadko, a jest bardzo wartościowa – myślę, że dla obu stron :)