Pojawiają się powoli wokół opinie o świeżo zaprezentowanej zabawce Apple. Jak to zwykle bywa – z reguły skrajne. Albo zachwyt, albo wielki zawód. A mnie się podoba, ale… nie bez ale.
Przyznać trzeba – rewolucji nie ma. Tablet Apple to najprawdopodobniej najlepszy tablet na świecie. Ma bowiem superczuły ekran z multitouch, dostęp do 140 000 aplikacji “pierwszego dnia”, jest ładny i solidny. Ceny są na poziomie “w sam raz”. Interfejs – coś pomiędzy iPhone OS a Mac OS – jest przepiękny.
Ale to nadal tablet. Tylko i wyłącznie porządny produkt. Jak dla mnie – zgodnie z oczekiwaniami. Miał być tablet, jest tablet.
Po cichu gdzieś tam, tak jak wszyscy, miałem jednak nadzieję na rewolucję. Na jakiś mega, nieprzewidywalny kiler-ficzer. Na zupełnie nowe podejście. Coś, czego absolutnie nigdy nie było. Tego nie dostaliśmy.
Kwestia zapytania samych siebie, czy te nasze oczekiwania w ogóle były możliwe do spełnienia. Wszyscy mówili: “muszą pokazać Coś Więcej, coś magicznego, super-wypasionego i nieprzewidywalnego”, ale na pytanie, czym coś takiego miałoby być, odpowiedzi nie było. Być może po prostu Apple też tego nie wymyśliło ;)
Jak dla mnie – rozsądne. Porządne do zasiedlenia niszy pomiędzy iPhone a MacBookiem. Solidne, ładne, w rozsądnej cenie. Jestem jak najbardziej zadowolony, chociaż gdzieś tam w środku cząstka mojego jestestwa mówi zawiedziona – “a jednak, to jeszcze nie teraz” :)
Jeśli ktoś jest ciekaw odpowiedzi na pytanie: “czy kupię”, odpowiem: “to zależy”. Chciałbym, ale to zależy od cen w Polsce. Nie mam parcia na zakup tego gadżetu pierwszego dnia po premierze, ale chętnie nabyłbym go w rozsądnej cenie i nawet korzystał. Czyli – się zobaczy :)






