Pamiętacie coś takiego jak “ginger”? To był tajemniczy wynalazek, coś związanego z transportem, co miało zmienić świat. Miało być rewolucją w podróżach, zmienić oblicze ludzkości… Ludzie zgadywali, że to samochód na wodę albo latające autko w rodzaju tych z “Piątego Elementu”. A był to po prostu…
…Segway. Niby ciekawe, niby pomysłowe ale… wrażenia jakby nie zrobiło.

Pierwszy obrazek, przedstawiający wersję produkcyjną Tajemniczego Serwisu Tymochowicza
Wspominam o tym, bo teraz niejaki pan Tymochowicz zapowiada rewolucję w internecie, mówiąc dużo Tajemniczych Rzeczy, z których – niestety – nic nie wynika (wideo na końcu wpisu). Opowiada coś o “cyfrowej nieśmiertelności”, Facebooku trzeciej generacji (mocno medialne hasełko – to może od razu piątej albo dziewiątej?) i zmienianiu świata.
Co z tego wyjdzie? Mam przeczucie i mogę się o to założyć, że… absolutnie nic. Pewnie coś ciekawego, pewnie ciekawy case, pewnie coś, co będzie przez chwilę jarać branżę… a potem umrze. Stawiam na “Second Life Stajl”. To też była Wielka Rewolucja, a dziś… czy ktoś jeszcze o tym pamięta? A Facebook, do bólu “klasyczny”, nierewolucyjny, dwuwymiarowy, nie oferujący nieśmiertelności ani podróży w czasie – ma 350 000 000 użytkowników, z których większość korzysta z najwyżej kilku (z tysięcy do wyboru) wewnętrznych aplikacji. I to jest rzekomo podejście do internetu z ubiegłej epoki.
Trudno mi też wierzyć w takie zapowiedzi ze strony kogoś, kto jak dotąd nie wsławił się żadnymi wybitnymi dokonaniami w branży internetowej. Historia pokazuje, że na rewolucyjne pomysły wpadają w Sieci małolaty, które w garażu składają swój projekt, a nie 46-latkowie z biznesplanem, robiący w sieci szum wokół Nie Wiadomo Czego. To, że projekt zmienia świat, przychodzi z czasem – Facebook, Twitter, YouTube czy Google nie przewidywały swojego udziału w historii internetu miesiąc przed startem.
Pan Tymochowicz oczywiście, niczym Imperator z Gwiezdnych Wojen, “wszystko przewidział”, przewidział co będą mówić internauci, przewidział też pewnie ten mój wpis. Ja zaś przewiduję, że żadnej rewolucji to on nie zrobi, oj nie. Życzę mu wszystkiego najlepszego, już przygotowując się na medialny szum, jaki wywoła start jego serwisu, ale – niestety – będąc również pewnym tego, że szybko zaginie on w mrokach dziejów. Niedługo po tym, jak internauci spojrzą i powiedzą… “eee, i o to było tyle krzyku?!”.
Mam takie powiedzenie (parę razy je zresztą przytaczałem na blogu) – produkt, który ma szansę, na sukces, musi być na tyle czytelny, że można jego ideę opisać jednym zdaniem. Piotr Tymochowicz gada przez kwadrans i nic z tego nie wynika.
P.S. Wiem, że sam zainteresowany w tej chwili robi sobie wielki buzz w internecie. Jeżeli czytacie ten post, to znaczy, że się nie powstrzymałem i jednak dołączyłem do grona komentujących.





