Święta okazały się niespodziewanie godnym zapamiętania dniem dla wielbicieli (i inwestorów) rynku ebookowego. Oto Amazon podał, że wczoraj – po raz pierwszy w historii – sprzedał więcej książek elektronicznych, niż prawdziwych.
Zaraz, zaraz…
Oczywiście, na tę medialną informację należy patrzeć mocno sceptycznie, bo wiąże się to z dwoma rzeczami. Po pierwsze, wczoraj raczej niewielu klientów kupowało prawdziwe książki – hej, są przecież święta ;) Po drugie: przedwczoraj, w Wigilię, masa ludzi dostało Kindle w prezencie i po prostu zrobiło na nim pierwsze, “dziewicze” zakupy.
Tak czy siak, o e-paperowych czytenikach ebooków stało się ostatnimi czasy głośno. Jak nie Kindle, to Nook, albo “nasz” eClicto.

Swoją drogą – mały offtop. Nazwa “Nook” jest dość niepraktyczna (mimo, że samo urządzenie podoba mi się najbardziej). Po wpisaniu w Google tego hasła właściwy link był gdzieś w połowie strony, a po wpisaniu “nook reader” (co przyszło mi do głowy pierwsze) na samej górze był… link sponsorowany do strony konkurencyjnego Kindle. Ekhm.
Jak nie czytnik ebooków, to co?
No ale – wracając. Szczerze mówiąc, sam miałbym chęć posiadania takiego gadżetu. Spędzam masę czasu jeżdżąc po mieście i chętnie bym coś poczytał, ale książkę przy sobie można mieć jedną, a ja mam do nich podejście trochę “muzyczne”. Jak słucham, to nie jednej płyty w kółko, tylko akurat konkretnego kawałka, na który mam ochotę.
Biblioteki ze sobą woził nie będę. Czytanie na laptopie oczywiście odpada. Zostaje więc iPhone.
Tu nie jest tak źle, bo mamy masę świetnych aplikacji ebookowych, chociażby… Kindle
. Sam jestem wielkim fanem świetnego programu Stanza
, który pozwala na dostęp do ogromnej bazy darmowych książek. Oczywiście, obie aplikacje wyświetlają odpowiedniej wielkości czcionki, pozwalają na wygodne przemieszczanie się między stronami itd.
Jest tylko jeden minus – wyświetlacz. Wyświetlacz iPhone, jakkolwiek jest bardzo wyraźny, zwyczajnie męczy oczy przy dłuższym czytaniu. I tu pojawiają się czytniki ebooków – e-paper, czyli brak podświetlenia, wysoka rozdzielczość, obraz nie męczący źrenic.
To ja poczekam…
Dostajemy więc lekkie, szybko uruchamiające się, niewielkie, cieniutkie i eleganckie urządzenie, idealnie dostosowane do czytania ebooków, z dostępem do potężnych zbiorów książek (darmowych i płatnych). Jest tylko jeden problem – cena. Póki co w naszym kraju za czytnik ebooków z drugiej ręki (Allegro) trzeba zapłacić koło 1000zł. To ja już wolę, póki co, zostać przy iPhone. Ale jak stanieją, to… już zbieram kasę ;)





