Smutny to dzień dla tych, którzy wierzyli, że Michaelowi Arringtonowi z TechCruncha naprawdę uda się stworzyć niewielki, supertani tablet dotykowy do przeglądania internetu. 1,5 roku prac, ujawniania strzępów informacji i – wreszcie – opóźnień, skończyło się ogłoszeniem zamknięcia projektu przez wewnętrzne kłótnie, a w przyszłości prawdopodobnie procesem o prawo do własności intelektualnej pomiędzy różnymi podmiotami pracującymi nad CrunchPadem.
Arrington opisuje wszystkie te wewnętrzne sprzeczki na blogu, dlatego zasadniczo tam Was odsyłam – warto, bo szczególnie fragmenty maili są ciekawe. Wszystko bardzo ładnie podsumowuje to zdanie:
To tak jakby Foxconn, który produkuje iPhone, kilka dni przed wprowadzeniem go na rynek poinformował Apple, że mają zamiar go sprzedawać bezpośrednio, bez udziału Apple.

Oczywiście, fajnie by było poznać też historię z drugiej strony. Po przeczytaniu tego tekstu odnosimy wrażenie, że Arrington był “tym dobrym” Luke Skywalkerem (który chciał “dla ludu”, po prometejsku, stworzyć tablet) a pan Chandra Rathakrishnan i Fusion Garage to Imperium, które chciało go wykorzystać do własnych, kapitalistycznych celów (a w ostatniej chwili wydymać i przywłaszczyć sobie jego robotę).
Jaka jest prawda, pewnie nigdy się nie dowiemy. Dla przeciętnego użytkownika oznacza to jednak prostą i smutną rzecz – prawdopodobnie nigdy nie dostaniemy CrunchPada do rąk…
P.S. A tak miał wyglądać – całkiem sexy (foto za TechCrunch):






