| Share |
Redaktor Żakowski chciałby “moderować” internet ponad prawem? WTF?
Paweł Opydo, 7 sierpień 2009 | 1,869 odsłon | 20 komentarzy
Poniżej znajdziecie mój krótki komentarz do audycji w TOK FM, podczas której redaktor Żakowski wypytywał Michała “Olsa” Olszewskiego (z Gazety) i Piotrka “Olusia” Olechniewicza (od nas) na temat tego, dlaczego nie cenzurują internetu (to tak w skrócie, polecam audycję).
Dla mnie sprawa jest prosta – Jacek Żakowski niestety przejawia absolutny brak wiedzy, do tego połączony z nieumiejętnością logicznego myślenia. Są ludzie, którzy nie posiadając szczegółowej wiedzy na jakiś temat, potrafią ocenić sytuację przy pomocy zdrowego rozsądku, logiki i dedukcji. Pan Jacek nie potrafi.
A cała sytuacja jest doskonale znana. Wyobraźmy sobie tłum ludzi. Co, jeżeli w tym tłumie ludzi, ktoś publicznie (każdy mógł to usłyszeć) wypowie kontrowersyjny pogląd, np. że jakiś polityk jest debilem? Albo skomentuje wypadek samochodowy, mówiąc “ale kretyni z tych kierowców”. Powinien być automatycznie aresztowany? Gdzie kończy się wolność poglądów, a zaczyna się łamanie prawa? “W realu” znaleziono na to prosty sposób – coś, co nazywamy “prawem”. Jak ktoś łamie prawo, to można go zaskarżyć, albo jest ścigany z urzędu. A jak ktoś prawa nie łamie, to w cywilizowanym kraju nikt nie pociągnie go do odpowiedzialności “bo tak”.
Tymczasem pan redaktor sugeruje, że w internecie zasady powinny być inne. Że powinno się cenzorować Sieć na podstawie jakichś niedookreślonych norm społecznych, które są przecież indywidualne dla każdego. Pana redaktora bardzo oburza określenie, że Kaczyński “liże rowa”, a kto inny powie, że to wulgarne określenie na “podlizywanie się”, a użycie go świadczy tylko i wyłącznie o samym twórcy takiego komentarza.
Sprawa jest prosta – w internecie obowiązuje polskie prawo + regulamin danego serwisu (który, oczywiście, też musi być zgodny z prawem). Dlaczego ktoś ma mieć moralne prawo ingerować w wolność wypowiedzi, jeżeli nie jest ona sprzeczna z powyższymi? Odpowiedzialność właścicieli za serwis też jest określona prawnie.
Internet charakteryzuje wolność wypowiedzi, taka, jak nigdzie indziej (np. dzięki pozornej anonimowości). Z jednej strony sprawia to, że bywa wulgarnie i niemiło, ale z drugiej – to dlatego, że Polacy bywają wulgarni i niemili, a tu mogą to wyrazić. Jak widać znajdują się tacy, którzy tę wolność chcą “zabić”.
W Sieci, której siłą jest niemalże równy dostęp każdego, do narzędzi pozwalających na publikowanie treści, “stara gwardia” chciałaby wprowadzić autorytarny system “moderacji”, w którym “mądrzejsi” decydowaliby, która wypowiedź jest dobra, a która zła – ponad prawem. Czy mi się wydaje, czy to absurd?
(zdjęcie ze strony radia)
Jestem fanbojem Apple, maniakiem gadżetów, internetu i blogów :) Na co dzień pracuję w dziale marketingu Interia.pl.
Trackbaki
- Pingback: Internauci vs. dziennikarze – skąd ta wojna? - www.brt12.eu , sierpień 9, 2009
- Pingback: O odpowiedzialności za treść w internecie , sierpień 10, 2009
- Pingback: Koniec anonimowości w Internecie? : nme.pl , sierpień 22, 2009








P.S. A tak bardziej na luzie dodam, że goście w postaci Olsa i Olusia to chyba jakiś specyficzny, radiowy sposób filtrowania rozmówców po ksywkach ;)
w nawiazaniu do chamstwa w internecie:
w Newsweeku chyba porownywali polskie serwisy typu pudelek.pl do identycznych tylko zagranicznych. Wniosek byl jeden: u nas ludzie zioną nienawiścią i bezczelnością, a na zachodzie jest w miare spokojnie.
Przyklad: “Profesor taki a taki wymyslil to i tamto”.
Zagranica: Rewelacja, ciesze sie ze w koncu bede mogl bla bla bla
Polska: Gdzie ten debil dostal tytul? na stadionie?
@bajtek – no tak to jest, jakość komentarzy w dużej części zależy od przekroju społeczeństwa (nie w 100%, bo nie 100% obywateli korzysta i komentuje). Wystarczy spojrzeć na różnice w komentarzach na Digg/Wykop, albo na Onet/Yahoo… różnicę widać :)
mój profesor od filozofii tak opowiadał o polskiej mentalności:
“Jak na zachodzie sąsiad kupi sobie nowy samochód to myśli się: Ale ten gość musi być dobry w tym co robi, od dzisiaj będę pracował ciężej i też sobie taki samochód kupię.
W Polsce: złodziej jebany musiał ukraść! jutro mu go przerysuję.”
Z tym brakiem chamstwa za granicą to bym uważał. Zapraszam do analizy komentarzy na youtube, przecież to nie Polacy je wpisują. Może zajrzy tu neuro, on ma pod ręką smakowite kąski z poważnych amerykańskich serwisów.
To jest fajne: http://czepialski.blox.pl/resource/12345.jpg
Imho prawda jest “w połowie”. To nie jest tak, że za granicą komentarze w internecie są inteligentne i rzeczowe, a u nas szerzy się chamstwo. Ale jest też kwestia trochę innego podejścia, to co pisał @bajtek w swoim drugim komentarzu. Mam wrażenie, czytając komentarze na zagranicznych serwisach, że tam trolle nawzajem obrzucają się błotem. U nas o wiele częściej, za przyzwoleniem społeczności, “zjada się” inaczej myślących, newbie itd.
Co nie zmienia mojego zdania na temat dzisiejszej audycji.
Hmm… Porównajmy dwa przykładowe media: Internet i gazeta.
W gazecie (np. Rzepa) wydawca bierze pełną odpowiedzialność za w niej publikowane, w tym za listy od czytelników. W Internecie portal (np. Interia) ucieka od odpowiedzialności za treści w niej opublikowane, w tym za komentarze.
Jeżeli np. w gazecie opublikowano by komentarz (list) nawołujący do nazizmu, wówczas gazeta narażona jest na poważne konsekwencje. W portalu internetowym odpowiedzialności nie chce brać za to nikt.
Argument o tym, że jakiś portal posiada ileś tysięcy komentarzy dziennie jest słaby, ponieważ jeśli ktoś nie potrafi sobie poradzić z odpowiedzialnością, którą na siebie wziął, to po co ją brał w ogóle?
Z praktycznego punktu widzenia oczywiście nic się nie zmieni. Taki słynny z idiotyzmu Onet
nigdy nie wprowadzi kontroli treści portalu, bo nie ma w tym interesu (stąd też posiada wokół siebie krąg ludzi, którym tego rodzaju formuła odpowiada).
Tłumaczenie że Internet to inne medium jest całkowicie błędne – tak czy siak każdy powinien brać odpowiedzialność za treści, które publikuje, bądź które są publikowane na łamach jego portalu/gazety/stacji.
Tak teraz się zastanawiając, jeśli w miejscu publicznym (a takim jest medium Internet) używa się oszczerstw wobec kogoś, to każdy obywatel ma powinność zgłosić ten fakt władzom. Choć byłby to krok kontrowersyjny, to ciekaw jestem jak by wpłynął on na poziom dyskusji na portalach.
Jeszcze może jedna rzecz – piszesz Pawle, że Żakowski uważa, że w Internecie normy powinny być inne niż w świecie rzeczywistym. W świecie rzeczywistym w mediach i miejscach publicznych obowiązuje odpowiedzialność za własne słowa, a zatem argument red. Żakowskiego ma się raczej do koncepcji identycznego egzekwowania prawa.
@brt12 – wybacz, ale wypływa z Twoich wypowiedzi spoooory brak wiedzy w temacie. Tak dla przykładu:
Owszem, odpowiada. Polskie prawo zabrania nawoływania do nazizmu, niezależnie, czy w gazecie, czy w internecie. Różnica tutaj jest w szczegółach – np. gazeta siłą rzeczy prowadzi “premoderację”, a portal nie może bezpośrednio odpowiadać za komentarze, bo moderuje je dopiero PO zwróceniu uwagi. Jednocześnie, w momencie, kiedy taki komentarz zostanie zauważony (zgłoszony itd.), to portal musi zareagować, również zgodnie z prawem – jest za to odpowiedzialny.
Onet ma premoderację, czyli kontroluje treści, więc tu jakby trochę się wyłożyłeś.
Jassssne, tak jak tłumaczenie, że jazda hulajnogą po autostradzie jest bez sensu, bo to zupełnie inny pojazd niż samochód – to też jest błędne.
Jaaasne, a redaktor gazety powinien brać odpowiedzialność za to, że ktoś po przeczytaniu w niej wywiadu z politykiem X stwierdzi publicznie, że X to kretyn.
Znów trochę się wykładasz, bo obecnie właśnie tak jest, więc żaden “krok” nie musi być podjęty. W internecie obowiązuje takie samo prawo jak w realu, co podkreślam po raz któryś.
Oj, chyba nie przeczytałeś dokładnie tego tekstu, albo nie posłuchałeś wywiadu. Właśnie o to chodzi, że obecnie w internecie JEST egzekwowane TO SAMO prawo, co na ulicy. Niestety, pan Żakowski proponuje, żeby dodatkowo wprowadzić jakieś niepisane zasady, w których “mądrzejsi” uznają, co jest “na poziomie”, a co nie jest. A to już jest niestety cenzura.
Serio, wydaje mi się, że czytałeś to baaaaaaaaardzo pobieżnie, a do tego brakuje Ci wiedzy w temacie.
@Paweł: Ja doskonale wiem w jakim systemie działają portale, niemniej jednak z czysto teoretycznego punktu widzenia premoderacja jest jak najbardziej możliwa. Oczywiście jakieś portale mogą nie być w stanie temu podołać, ale nie sądzę aby kiepska organizacja systemu udostępniania treści na portalu mogła zwalniać z odpowiedzialności za treści tam zamieszczane.
Jeśli chodzi o Onet, to czytałem tam komentarze, a nie pisałem, więc faktycznie możesz mieć rację, być może tam jest premoderacja treści. W takim wypadku po pierwsze da się wprowadzić premoderację, po drugie serwis ten uważa treści na nim zawarte za odpowiednie do publikacji. A to już trochę szokujące.
Tak w ogóle to nie zrozumiałem Twojej metafory hulajnogi. Bardzo mnie ciekawi czy są jakieś stricte rzeczowe argumenty, które przedstawiają Internet jako w jakiś sposób uprzywilejowane medium.
Z kolei Twój przykład z braniem odpowiedzi za czyjeś słowa jest wyrazem błędnej analogii. Gazeta bierze odpowiedzialność za wszelkie komentarze w niej zawarte (może ich przecież nie moderować), podobnie jak powinien portal. To co ktoś robi z treściami gdzie indziej nikogo nie interesuje, chodzi o branie odpowiedzialności za własny produkt.
Jeśli chodzi o egzekwowanie prawa, to bynajmniej się nie wyłożyłem – pisałem o powinności, a nie obowiązku. Poza tym widzę, że nie zrozumiałeś argumentu Żakowskiego: jemu nie chodzi o egzekwowanie prawa w Internecie tak jak na ulicy, ale tak jak w innych mediach.
Jeśli natomiast chodzi o cenzurę, to takowa w granicach prawa zawsze istniała i zawsze “mądrzejsi” uznawali co powinno jej podlegać.
Czytając Twoje komentarze odnoszę wrażenie że patrzysz na to nieobiektywnie, albo nie jesteś w stanie podejść elastycznie do argumentów przeciwnych Twojemu punktowi widzenia.
premoderację faktycznie można byłoby wykonać przygotowując odpowiednią aplikację i zatrudniając ludzi którzy będą pracować niczym panie na kasie w marketach, którzy to logowaliby się do systemu, obsługowali nowo pojawiające się wpisy, następnie wylogowujące się, ale to byłby olbrzymi koszt.
druga sprawa – nawet jeśli coś takiego zostałoby wprowadzone na Onetach czy Gazetach, ludzie komentowaliby na Wykopach… jeśli promoderację wprowadzonoby tam (co byłoby trudniejsze, ponieważ uważam komentarze na Wykopie za często ciekawsze, za zwyczaj dłuższe i na znacznie lepszym poziomie od komentarzy na w/w portalach) pojawiłaby się moda na nowe serwisy – wystarczyłby plugin do przeglądarki czy skryptozakładka i do przeglądanego artykułu możemy odwołać się w niezależnym serwisie, gdzie możemy komentować do woli i bez moderacji. Jeśli jego istnienie w polsce budziłoby wątpliwości – można byłoby go ulokować za granicą. Wirtualne serwery czy kolokacja w większości krajów jest tańsza niż w polsce.
mnie osobiście zastanawia coś innego, bo samo określenie “komentarze na Onetach” jest wznacznikiem “jakości” o dość wydźwięku. wydaje mi się, że redaktor Żakowski chciałby aby pozbyć się anonimowości, ale nie potrafił pociągnąć tematu, ponieważ zbyt szybko wyskoczył z tym przykładowym komentarzem, za co panowie z Gazety i skądśtam bardzo efektywnie go zaszczekali, ponieważ byli przygotowani właśnie do tego rodzaju rozmowy o czym świadczą materiały które jeden z nich sobie przygotował przed audycją.
@Paweł: dałoby się coś zrobić z tymi komentarzami, aby nie zjadało pustych linii? Wydaje mi się, że nie tylko ja tak dzielę akapity. Przejrzystość wypowiedzi bardzo traci, trochę się opisałem, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał przeczytać tak długi zbitek tekstu. Pozdr ;)
@brt12
W wielu przypadkach (Onet, komentarze w Interii) ma miejsce, więc nie wiem, po co “teoretyczny punkt widzenia” ;)
Nie uprzywilejowane, tylko INNE. W mediach klasycznych mamy odbiór jednostronny, redaktorzy generuja treść, odbiorcy ją czytają/oglądają – nie ma feedbacku. W internecie publikować może każdy. To pierwsze takie medium, dlatego obowiązują w nim inne zasady – bo jest inne od wszystkich. Stąd metafora – nie można ignorować inności Sieci i traktować sprawę tak, jakby nie było różnicy pomiędzy tekstem w gazecie i tekstem w portalu.
Komentarze to nie “własny produkt”, piszą je czytelnicy przecież. Portal nie ma obowiązku prowadzić premoderacji, ba, premoderacja psuje jakość forum. Prawdziwe forum z premoderacją traci sens.
No i – po raz setny – powtarzam, że portal bierze taką odpowiedzialność, jaką nakazuje mu brać prawo. Jeżeli nie ma premoderacji, to właściciele mają określony czas na reakcję w przypadku zgłoszenia im złamania prawa, obrażenia kogoś i tak dalej.
Powiem więcej – nie zauważyłem takiego argumentu. Akurat tak się składa, że prawo JEST egzekwowane tak jak w innych mediach. Artykuł na Gazeta.pl obowiązuje to samo prawo co artykuł w Gazecie Wyborczej. Ale nie mowa o artykułach, tylko o komentarzach, których w gazecie nie ma – więc moim zdaniem, mimo wszystko, wykładasz się.
“Granice prawa” są bardzo ważne. Administracja ma obowiązek ich przestrzegać – i robi to. Po raz sto-pierwszy to piszę ;]
A Ty przejawiasz typowe podejście “zgódź się ze mną, a jak nie, to znaczy, że nie zauważasz argumentów”. Jak na razie mam wrażenie, że ja rzucam konkrety, a Ty odpowiadasz jakimś dziwnym połączeniem chaotycznego zbioru myśli i braku wiedzy, jak to wszystko wygląda “od środka”.
@ten drugi skądś tam
O ile się nie mylę, to większość polskich portali horyzontalnych MA premoderację. Proponuję więc przestać traktować ją jak coś, czego nikt nie ma, i można to wprowadzić “teoretycznie” ;]
Jasne.
P.S. Niedługo będzie tekst o odpowiedzialności w Sieci, trochę a’propos tego tematu.
P.P.S. Pliiiizzzzz, zanim cokolwiek napiszecie, dowiedzcie się, jak to wszystko wygląda praktycznie (i prawnie), i na którym portalu jest jaki rodzaj moderacji.
Zbytnio się Panowie podniecacie. Wysłuchałem. J Żakowski, jako prowadzący, rzuca hasło, prowokuje, pyta… To jest prawem prowadzącego. A nawet obowiązkiem. Nie forsuje żadnego stanowiska, które chcecie Jemu przypisać.