Poniżej znajdziecie mój krótki komentarz do audycji w TOK FM, podczas której redaktor Żakowski wypytywał Michała “Olsa” Olszewskiego (z Gazety) i Piotrka “Olusia” Olechniewicza (od nas) na temat tego, dlaczego nie cenzurują internetu (to tak w skrócie, polecam audycję).
Dla mnie sprawa jest prosta – Jacek Żakowski niestety przejawia absolutny brak wiedzy, do tego połączony z nieumiejętnością logicznego myślenia. Są ludzie, którzy nie posiadając szczegółowej wiedzy na jakiś temat, potrafią ocenić sytuację przy pomocy zdrowego rozsądku, logiki i dedukcji. Pan Jacek nie potrafi.
A cała sytuacja jest doskonale znana. Wyobraźmy sobie tłum ludzi. Co, jeżeli w tym tłumie ludzi, ktoś publicznie (każdy mógł to usłyszeć) wypowie kontrowersyjny pogląd, np. że jakiś polityk jest debilem? Albo skomentuje wypadek samochodowy, mówiąc “ale kretyni z tych kierowców”. Powinien być automatycznie aresztowany? Gdzie kończy się wolność poglądów, a zaczyna się łamanie prawa? “W realu” znaleziono na to prosty sposób – coś, co nazywamy “prawem”. Jak ktoś łamie prawo, to można go zaskarżyć, albo jest ścigany z urzędu. A jak ktoś prawa nie łamie, to w cywilizowanym kraju nikt nie pociągnie go do odpowiedzialności “bo tak”.
Tymczasem pan redaktor sugeruje, że w internecie zasady powinny być inne. Że powinno się cenzorować Sieć na podstawie jakichś niedookreślonych norm społecznych, które są przecież indywidualne dla każdego. Pana redaktora bardzo oburza określenie, że Kaczyński “liże rowa”, a kto inny powie, że to wulgarne określenie na “podlizywanie się”, a użycie go świadczy tylko i wyłącznie o samym twórcy takiego komentarza.
Sprawa jest prosta – w internecie obowiązuje polskie prawo + regulamin danego serwisu (który, oczywiście, też musi być zgodny z prawem). Dlaczego ktoś ma mieć moralne prawo ingerować w wolność wypowiedzi, jeżeli nie jest ona sprzeczna z powyższymi? Odpowiedzialność właścicieli za serwis też jest określona prawnie.
Internet charakteryzuje wolność wypowiedzi, taka, jak nigdzie indziej (np. dzięki pozornej anonimowości). Z jednej strony sprawia to, że bywa wulgarnie i niemiło, ale z drugiej – to dlatego, że Polacy bywają wulgarni i niemili, a tu mogą to wyrazić. Jak widać znajdują się tacy, którzy tę wolność chcą “zabić”.
W Sieci, której siłą jest niemalże równy dostęp każdego, do narzędzi pozwalających na publikowanie treści, “stara gwardia” chciałaby wprowadzić autorytarny system “moderacji”, w którym “mądrzejsi” decydowaliby, która wypowiedź jest dobra, a która zła – ponad prawem. Czy mi się wydaje, czy to absurd?
(zdjęcie ze strony radia)





