
Pamiętacie jeszcze ostatnie anty-applowskie reklamy Microsoftu? Atakowały “jabłuszko” za to, że sprzedaje produkty “premium” – markowe, lepszej jakości, ale i droższe. Po ostatniej konferencji WWDC mam wrażenie, że firma chce jednak zagarnąć kawałek mniej zamożnego rynku użytkowników.
Po pierwsze – widać to według podziału MacBooków. Do tej pory mieliśmy MacBooka, jako mały laptop domowy, a do tego MacBooki Pro, jako większe, szybsze i ogólnie: do pracy. Po WWDC okazuje się, że mamy MacBooka, jako (znów) plastikowy, tańszy komputer, a do tego MacBooki Pro – komputery premium. A iPhone? No cóż – tu prosta sprawa: iPhone 3G za 99 dolców. Taniocha.
Zwróćmy jednak uwagę na to, czym był i jest MacBook. Jeszcze pół roku temu MacBookiem nazywaliśmy biały, plastikowy laptop. Potem został zastąpiony nowym, aluminiowym modelem, który stał się jego następcą. A teraz… znów “mydelniczka” wróciła do łask – z wymienionymi bebechami, ale z wyjątkowo przyjazną ceną.
Mam trochę wrażenie, że Apple, sprzedając iPhone na całym świecie, zauważyło, że powoli pozbywa się łatki drogiej firmy “nie dla każego”. Wygląda na to, że strategicznie nadal chcą rozwijać się w tym kierunku, tworząc specjalną “kategorię” tańszych produktów (zaliczyłbym do nich też białego iMaca, który przez pewien czas był w ofercie dla szkolnictwa). Dobrze to, czy źle? Szczerze: nie mam pojęcia.





