Czytam ostatnio, jak to Apple szaleje na punkcie kontrolowania swoich pracowników. Że przy wchodzeniu i wychodzeniu używają specjalnych bramek, że korzystając z tajnego, nieujawnionego sprzętu nie mogą go ot tak wyciągać i pokazywać, a nawet, że za spowodowanie wycieku grozi wyrzucenie z roboty. Oczywiście, pojawiły się komentarze, że to straszna inwigilacja, Wielki Brat, zło i ogólnie: torturowanie pracowników.
Cholera, najwidoczniej jestem strasznie mocno przystosowany do korporacyjnej etykiety, bo wchodzenie do budynku przy pomocy specjalnej karty i bramki jakoś mnie nie dziwi. No ale może w “cywilizowanym świecie” normalnym jest to, że do siedziby firmy, która korzysta z super-drogiego sprzętu i produkuje często nieujawnione (jeszcze) gadżety (również nietanie), każdy może wejść z ulicy. Co tam dalej? A, pracownik testujący tajny sprzęt nie może go pokazywać wszem i wobec. Hmm, zaskakujące, chociaż wydawało mi się, że słowo “tajny” właśnie to oznacza ;)
Mają też KAMERY! O nie! Widzieliście kiedyś kamerę? Nie, przecież nigdzie ich nie ma (oprócz supermarketów, stacji benzynowych, szkół, skrzyżowań, każdej większej firmy, hal produkcyjnych, biurowców…). Ale NAJGORSZE jest to, że za złamanie tajemnicy firmowej i spowodowanie wycieku, straszny potwór, Wątrobożerny Steve, wyrzuca pracowników! Skandal, w Microsofcie pewnie dostają premie, jak wygadają się przed dziennikarzami.
Ehh, informacje medialne o Apple stają się coraz bardziej… idiotyczne.
Blog wyświetla się teraz w zwężonej wersji. Żeby korzystać z wszystkich funkcji, powiększ okno przeglądarki.
Na co dzień pracuję nad Ding.pl. Ciągle nie mam czasu na pisanie bloga. Na



